Rozbieżności dotyczą członków SEC wyłonionych z tego samego partyjnego klucza. Desygnowany na przewodniczącego Komisji przez prezydenta George?a W. Busha William Donaldson nie znajduje poparcia dwóch republikańskich przedstawicieli w Komisji - Paula Atkinsa i Cynthii Glassman.
Jeszcze w zeszłym roku SEC zaczęła pracować nad projektem nowych regulacji, które ułatwiłyby większym akcjonariuszom umieszczanie swoich przedstawicieli w radach nadzorczych. Naciski na wprowadzenie reform wywierają przede wszystkim wielcy inwestorzy instytucjonalni - rodziny funduszy powierniczych i emerytalnych.
Zgodnie z obecnymi przepisami, udziałowcy mają możliwość zgłaszania własnych kandydatów na członków rad, ale nie mogą umieszczać ich w oficjalnych materiałach rozsyłanych przez korporację do pozostałych akcjonariuszy. Przeforsowanie własnego kandydata wymaga więc znacznych nakładów finansowych i prowadzenie własnej "kampanii wyborczej" wewnątrz spółki. Nowe regulacje mają znieść ten zakaz.
Mimo sprzeciwów wielu przedstawicieli biznesu, uważających reformę za dyskryminację drobniejszych inwestorów, zmiany forsuje Donaldson. Przewodniczący SEC argumentuje, że tylko w ten sposób można zwiększyć zaufanie inwestorów oraz uniknąć katastrof podobnych do upadku Enronu, gdzie członkowie rady "przyklepywali" decyzje menedżmentu. Atkins i Glassman głośno jednak wyrażają obawy, że uprzywilejowanie większych udziałowców może mieć poważne skutki uboczne dla spółek, które nie mają kłopotów ze swoimi zarządami. Mówią głośno o możliwości przejmowania kontroli nad radami nadzorczymi i podporządkowaniu strategii biznesowej partykularnym interesom większych inwestorów, ze szkodą dla całej korporacji.
Ostateczny wynik głosowania nie jest na razie przesądzony. Prawdopodobnie do ostatniej chwili będą trwać intensywne prace nad ostateczną wersją nowych przepisów. - To będzie bardzo interesująca dyskusja - zapowiada Atkins w wywiadzie dla Associated Press. n