Sesja kończąca ten tydzień nie przyniosła większych zmian w sytuacji technicznej, mimo że wahania cen w jej trakcje były znaczne. Odbywały się one w zakresie, jaki został już wyznaczony na sesji czwartkowej. Nie został pokonany ani czwartkowy szczyt, ani dołek. Można zatem przyjąć, że mamy nieco większą korektę wzrostu trwającego już od początku października. Jej wielkość wyraża się bardziej w czasie trwania niż głębokości spadku.
Jedynym faktem, który może komplikować ocenę perspektyw rynku, jest przebywanie wykresu cen cały czas w okolicy 62-proc. zniesienia wrześniowego spadku. Przekroczenie tego poziomu miało nam otworzyć drogę do ataku na szczyty. Jednak do tej chwili definitywnie ten poziom nie został pokonany. Jedyną barierą dla wzrostu jest linia trendu spadkowego, oparta o szczyt z września oraz o szczyty z czwartku i piątku. Jest ona linią równoległą do linii opartej na wrześniowych dołkach.
Czy można zatem mówić o kanale i oczekiwać spadku? Myślę, że nie. Po pierwsze, wspomniana linia jest oporem dość mało wiarygodnym. Fakt zatrzymania wzrostu na jej poziomie jeszcze nie przesądza o jej istotności. Tu ważne jest zachowanie rynku, a ten nie chce spadać. Do tego oporu będzie można podejść poważniej, jeśli ceny zaczną spadać.
W tej chwili można przyjąć, że mamy konsolidację na poziomie wspomnianego wyżej zniesienia oraz pod oporem w postaci linii trendu. To, że jest to konsolidacja, pozwala sądzić, że rynek jest na tyle mocny, by utrzymać ceny wysoko, mimo zwiększonej podaży. Takie zachowanie sygnalizuje możliwość wybicia w górę i to w dość krótkim czasie. Jeśli konsolidacja zacznie się przedłużać, obawy o dalszy wzrost mogą się zmaterializować w postaci zleceń sprzedaży.