Japonia konkuruje o ropę z Chinami, które razem z największą rosyjską spółką naftową Jukosem opracowują projekt zbudowania rurociągu za 2,8 mld USD. Minister energetyki Igor Jusofow powiedział jednak wyraźnie, że trzeba będzie wybrać bardziej korzystną z tych ofert, bo na realizację obu wschodniosyberyjskie złoża są zbyt małe.
Wygląda na to, że lepsza okaże się oferta japońska. Japończycy już wcześniej proponowali pomoc finansową w budowie rurociągu, a teraz są gotowi dodać jeszcze 2 mld USD na rozbudowę pół naftowych i gazowych we wschodniej Syberii i poszukiwanie nowych złóż. Japonia może zorganizować kredyty niżej oprocentowane niż w bankach komercyjnych i zgadza się na ich spłatę dostawami ropy i zyskami z działalności rurociągu.
Rurociąg do Nachodki miałby mieć 3,9 tys. km długości i przesyłana byłaby nim ropa z rafinerii w Angarsku. Japończycy gotowi są też sfinansować budowę 140 stacji przesyłowych i generatorów koniecznych do pompowania ropy. Rosyjski monopolista zarządzający tamtejszymi rurociągami, spółka Transnieft, szacuje łączne koszty tej inwestycji na 5,8 mld USD.
Rosyjski rząd wydaje się preferować budowę właśnie tego rurociągu o przepustowości 1 mln baryłek dziennie, bo z Nachodki ropę mogłyby kupować również USA, Korea, Singapur, a także Chiny. A Rosji zależy na zwiększeniu udziałów w światowym rynku ropy, na którym konkuruje z OPEC. Japońska oferta sfinansowania poszukiwań we wschodniej Syberii pomogłaby Rosjanom lepiej wykorzystać tamtejsze zasoby. Zdaniem Jusofowa, rurociąg Jukosa z Angarska do miasta Daqing w Chinach byłby za krótki, by rozwiązać problem wykorzystania wszystkich zasobów we wschodniej Syberii, również tych jeszcze nie odkrytych.