Ostatnie sesje na warszawskiej giełdzie upływają w bardzo nerwowej atmosferze. Niby na rynku utrzymuje się przekonanie w dalszy wzrost, niby mówi się o przełamywaniu wrześniowego szczytu, ale trwająca od początku miesiąca zwyżka cen pozostawia sporo do życzenia. A to obroty za małe, a to rynek rośnie wąsko, a to w końcowej fazie notowań następuje zdecydowana realizacja zysków. Powód tych zachowań jest dość jasny. Sytuacja na świecie podtrzymuje nadzieje na to, że bessa odeszła w niepamięć. To zachęca do kupna polskich akcji. Z drugiej strony, na horyzoncie utrzymuje się wizja poważnego kryzysu. Wszyscy wiedzą, ze budżet na 2004 rok jest fatalny. Wrażenie miał poprawić program racjonalizacji wydatków. Nie zanosi się jednak na to, aby choć w niewielkim stopniu miał on być realizowany w przyszłym roku. Potęguje to niepewność i wzmacnia przekonanie, że rok 2004 przyniesie przekroczenie progu 55% w relacji długu publicznego do PKB. O skutkach takiej ewentualności nie trzeba wspominać.
O tym, że takie zagrożenie jest realne, najlepiej informuje zachowanie rynku walutowego i obligacji. Spadek ceny złotego o 7-8 gr i wzrost rentowności obligacji o ponad 10 pkt bazowych nie zdarza się codziennie. Niewykluczone że stworzy się błędne koło. Obawy będą pchały rentowność papierów skarbowych w górę, podnosząc koszty obsługi długu, zaś spadek złotego będzie przyczyniał się do zwiększenia wartości długu. Taka kombinacja czynników groziłaby zaostrzeniem kłopotów budżetowych w krótkim czasie.
To oczywiście jeden z najczarniejszych scenariuszy. Jednak wcale nie taki nieprawdopodobny, jeśli wziąć pod uwagę, że na wykresie dziesięcioletnich obligacji amerykańskich znów jest testowana czteroletnia linia trendu spadkowego. Jej przecięcie oznaczałoby, że okres spadku rynkowych stóp procentowych już minął.
W takiej sytuacji warto rozważyć, czy należy uczestniczyć w obecnym pędzie za akcjami. Tak naprawdę trudno na parkiecie znaleźć teraz bardzo atrakcyjne firmy. To, co dobrego może się jeszcze w tym roku zdarzyć, jest już w cenach akcji. Przyszły rok stanowi sporą niewiadomą.