Wczorajsza sesja, podobnie jak czwartkowa, zakończyła się przeceną. W ten sposób w ciągu dwóch dni prysły nadzieje na szybki powrót hossy. Jeżeli jeszcze ktoś miał złudzenia, że wrześniowy spadek to jedynie korekta w trendzie wzrostowym, a końcówka roku tradycyjnie upłynie pod znakiem byka, to te dwa dni skutecznie go tych złudzeń pozbawiły.
Nie wnikając w to, co było przyczyną takiego zachowania rynku, warto skupić się na jego konsekwencjach. Te zaś nie wróżą nic dobrego bykom. Nieudany atak na wrześniowe maksimum, który zaowocował utworzeniem w środę spadającej gwiazdy, jest sygnałem sprzedaży. Wymowa tego faktu jest tym większa, że opisywana formacja jest jednocześnie składową większej formacji gwiazdy wieczornej. Stąd też droga do 1476 pkt (dołek z 30 września br.) została otwarta.
Będzie to jednak dopiero przygrywka przed tym, co czeka rynek w dalszej kolejności. Dwukrotny odwrót od 1750 pkt tworzy realne zagrożenie powstaniem podwójnego szczytu. W tym przypadku zejście poniżej 1476 pkt powinno przynieść spadek do minimum 1200 pkt.
Analiza wykresu tygodniowego prowadzi do jeszcze bardziej kasandrycznych wniosków. Kolejna spadająca gwiazda na poziomie 50-proc. zniesienia bessy z lat 2000-2001, to nic więcej jak zaproszenie niedźwiedzi do gry. Gry, którą rozpoczęły przed trzema laty, a teraz muszą skończyć. Myślę tu o fali C dużej korekty. Zakładając równość fal A i C, należy się liczyć z 60-proc. przeceną na przestrzeni 18 do 24 miesięcy, co oznacza zejście aż do 700 pkt.
W krótkim terminie oczekuję dalszego spadku. Plan minimum na kolejne dni to 1550-1570 pkt, choć początek tygodnia może jeszcze upłynąć pod znakiem kontynuacji odreagowania z końcówki piątkowej sesji. Będzie to okazja do otworzenia lub zwiększenia krótkich pozycji.