Seria poważnych awarii ujawniła w miesiącach letnich słabe strony zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej energetyki. W sierpniu jedna z nich pozbawiła prądu północnowschodnią część USA oraz część Kanady. Duże kłopoty energetyczne ma Kalifornia, a awaria na północnym zachodzie USA dotknęła 50 mln domów w ośmiu stanach oraz kanadyjskim Ontario.
Nie lepiej jest po europejskiej stronie Atlantyku. We Włoszech na braki energii elektrycznej cierpiało 56 mln osób. W Danii i południowej Szwecji uszkodzenie kabla pozbawiło prądu 4 mln odbiorców, a w Londynie awaria unieruchomiła metro.
Głównym powodem tych niedomagań jest niedoinwestowanie energetyki, zwłaszcza zaś zły stan starych, pochodzących sprzed wielu lat, sieci przesyłowych. Na przykład w USA niektóre z nich zbudowano pięćdziesiąt lat temu. Inwestycje w amerykańską sieć energetyczną były w 1999 r. o połowę mniejsze niż dwadzieścia lat wcześniej. Tymczasem sprzedaż energii elektrycznej podwoiła się.
Według Edison Electric Institute, samo utrzymanie we właściwym stanie amerykańskich sieci energetycznych wymaga inwestycji o wartości 56 mld USD. Z kolei Międzynarodowa Agencja Energetyki obliczyła, że w Europie należałoby wydać do 2030 r. 143 mld USD.
Olbrzymie potrzeby stwarzają duże możliwości dla producentów urządzeń energetycznych. W trzy dni po wielkiej awarii w USA szwajcarsko-szwedzki koncern ABB, z 20-proc. udziałem w światowym rynku urządzeń do przesyłania energii, odnotował 22-proc. wzrost notowań. Akcje jego głównych konkurentów - niemieckiego Siemensa i francuskiego Alstoma - zdrożały od tego czasu odpowiednio o 8% i 11%.