Na rynku papierów dłużnych panowały w poniedziałek minorowe nastroje. Ceny obligacji nadal spadały, i to w równie szybkim tempie jak w końcu ubiegłego tygodnia. Przed południem obserwowaliśmy objawy paniki, bo rentowność pięcio- i dziesięciolatek rosła o ponad 20 pkt bazowych. Popyt, jaki pojawił się w drugiej połowie notowań, ostatecznie zmniejszył straty, ale i tak rentowność zwiększyła się o 9-15 pkt bazowych na całej długości krzywej.

Dla obligacji dwuletnich wczoraj po południu wynosiła 5,547% i była najwyższa od końca marca tego roku, dla pięcioletnich 6,219%, czyli najwięcej od blisko roku, a dla dziesięcioletnich 6,631%.

Spadek cen przybrał ostatnio znaczne rozmiary. Od ubiegłego poniedziałku zyskowność obligacji pięcio- i dziesięcioletnich zwiększyła się o ok. 50 pkt bazowych, zaś dwuletnich o blisko 30 pkt. To może skłonić część inwestorów do poszukiwania akcji do kupna. Niewykluczone więc, że w kolejne dni przyniosą lekką poprawę nastrojów. Mogłaby ona potrwać dopóki na wykresie rentowności amerykańskich dziesięciolatek nie zostanie pokonany wrześniowy szczyt.