Kondycja byków w ciągu ostatnich kilku dni jest zadziwiająco słaba. Nie dość, że już niemal wszyscy zapomnieli, że jeszcze niedawno mieliśmy silny trend wzrostowy, to teraz jakby popyt zupełnie usnął. Od kilku dni nie ma komu odeprzeć ataku niedźwiedzi. Pewnym rozwiązaniem może być przypuszczenie, że popyt spokojnie czeka, aż ceny spadną do poziomu "atrakcyjnego" do dokonania zakupów.
Wczorajsza sesja miała być chwilą oddechu dla posiadaczy długich pozycji. Kilka dni mocnego spadku praktycznie bez większej korekty jest z pewnością mało przyjemne dla byków. Trudno przecież za korektę uważać kilka konsolidacji, z którymi mieliśmy ostatnio do czynienia. Konsolidacja to faktycznie przystanek przed kolejną falą spadku. Na rynku nie pokazał się jeszcze popyt, który mógłby być zagrożeniem dla jednego z kolejnych oporów, których poziomy są coraz niższe. Popyt choruje na impotencję i potrzebuje viagry. Z pewnością nie będzie nią zachowanie giełd zachodnich, bo tam dzieją się rzeczy mało pobudzające byczą populację.
Podejrzewam, że po tak silnym spadku bez większej korekty popytowi wystarczyłaby obrona któregoś z poważniejszych wsparć. Wczoraj zatrzymaliśmy się na poziomie konsolidacji z końca września. Ten poziom był wsparciem, które miało być trampoliną do odbicia. Jednak ono nie nastąpiło. Wzrost w końcówce sesji może dawać nadzieję, że szóstej sesji spadkowej mieć nie będziemy. Trzeba także zauważyć, że wczorajszej zniżce cen towarzyszył mocny spadek liczby otwartych pozycji. To jest chyba jeden z ważniejszych punktów zaczepienia. Źródłem podaży są bowiem w dużej mierze wychodzący z rynku posiadacze długich pozycji. Nie ma jeszcze podaży, która poważnie myślałaby o ataku na wrześniowy dołek, a tym bardziej na jego pokonanie.