- Podwyższenie stóp procentowych byłoby zabójcze - powiedział wczoraj wicepremier Jerzy Hausner. W jego ocenie na rynkach finansowych trwa już dyskusja nie o tym, czy stopy obniżać, tylko o tym, czy w najbliższym czasie zostaną podwyższone. Zdaniem Iwony Antowskiej-Bartosiewicz, ekonomistki Banku Handlowego, wypowiedź wicepremiera ma charakter prewencyjny. - Może Jerzy Hausner chce w ten sposób wywrzeć presję na członkach Rady, którzy negatywnie oceniają założenia budżetu - mówi I. Antowska-Bartosiewicz. Ostatnio do krytyki projektu budżetu przyłączyli się nawet, należący do grona "gołębi" w RPP, Wiesława Ziółkowska i Dariusz Rosati.
Analitycy uspokajają jednak, że na razie podwyżka stóp jest mało realna. - Cały czas odnotowujemy niską inflację, wysokie bezrobocie i niski wzrost płac. Te dane nie dają podstaw do zaostrzenia polityki fiskalnej - mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium. Jego zdaniem, inflacja na koniec roku będzie niższa niż dolny próg celu inflacyjnego RPP, wynoszący 2%.
Narodowy Bank Polski podał w środę, że we wrześniu inflacja bazowa wynosiła 0,9%, natomiast inflacja po wyłączeniu cen o największej zmienności i paliw - 0%. - Te dane wskazują, że wciąż nie ma w Polsce presji inflacyjnej - mówi G. Maliszewski.
Ekonomiści podkreślają, że RPP nie zdecyduje się na podwyżkę stóp również dlatego, że wzrost PKB, choć przyspiesza, jest wciąż relatywnie niski. W drugim kwartale tego roku PKB wzrósł o 3,8%. Poza tym realne stopy procentowe w Polsce są wciąż wyższe niż w krajach sąsiednich i państwach Unii.
Obawy budzi jednak osłabienie złotego wobec euro. - Jeśli dojdzie do sytuacji, że euro będzie kosztowało 5 zł, RPP nie będzie miała wyjścia i podniesie stopy - twierdzi Sławomir Błaszczyk, ekonomista Banku Raiffeisen. Jego zdaniem, w takim przypadku możliwa będzie powtórka scenariusza węgierskiego. W czerwcu po gwałtownym osłabieniu forinta Narodowy Bank Węgier podwyższył stopy procentowe o 3 pkt proc. w ciągu dziesięciu dni.