Po środowych spadkach na Wall Street po raz kolejny odżyły nadzieje na powrót długich i silnych trendów. Tym razem jest szansa na spadki. Brak reakcji na dobre wyniki spółek każe sądzić, iż są one już uwzględnione w cenach. Podobnie jak niektóre optymistyczne, a chciałoby się powiedzieć nawet, zbyt optymistyczne, prognozy na przyszłość. Prawda jest bowiem taka, że znów mamy do czynienia z balonem spekulacyjnym na amerykańskim rynku akcji. Ciężko powiedzieć, kiedy zostanie on przebity. Niemniej jednak, analizując zachowanie zarówno giełdy, jak też sytuację okołorynkową, można odnieść wrażenie, że już niebawem.
Z technicznego punktu widzenia zanosi się na koniec fazy dystrybucji. Oznacza to, że przyszedł czas na spadki. Oczywiście jest to na razie prognoza. Z całą pewnością będzie można to stwierdzić dopiero z chwilą pokonania przez Nasdaq Composite szerokiej bariery popytowej 1836-1864 pkt (luka hossy z 3 października br. i linia hossy).
W przypadku indeksów DJIA i S&P500 sygnałem powrotu niedźwiedzi na rynek będzie wybicie dołem z 3-miesięcznych kanałów wzrostowych, w jakich poruszają się oba indeksy, a także pokonanie wsparć tworzonych przez 50 i 100-sesyjne średnie. Przekładając to na liczby, będzie to 9300 pkt dla DJIA i 1000 pkt dla S&P500. Do tego czasu prawdopodobieństwo zmian jest małe. Chociaż sam nie wiem, co miałoby być podstawą do przedłużenia tej konsolidacji, o wzroście już nie wspominając. Niemniej jednak poczekajmy do wygenerowania sygnałów sprzedaży. Kilkakrotnie już bowiem giełdy anonsowały ochotę do spadków lub zwyżek, żeby później ruszyć w przeciwnym kierunku.
Zapowiedzią tego, czego mogą doświadczyć w najbliższych dniach Amerykanie, może być zachowanie rynku japońskiego. Wczorajszy 5--proc. spadek plus długa czarna świeca, luka bessy oraz przełamana linia hossy, tworzą nie tylko złą atmosferę, ale są silnym sygnałem sprzedaży. Zakładając, że mamy do czynienia tylko z korektą, spadki powinny sięgnąć poziomu 9250-9450 pkt (sierpniowy dołek, zniesienie Fibonacciego).