Panika, gra popytu i podaży, utrata zaufania do złotego - z tych trzech określeń, które, według Pani, najbardziej pasuje do tego, co dzieje się teraz na rynku walutowym w Polsce?
Ze względu na niejasną sytuację co do budżetu i niepewność rządu co do programu mamy duży element niestabilności i niepewności jeśli chodzi o złotego. Powiedziałabym, że to są skutki tego, że rząd nie umie komunikować się z głównymi graczami na rynku finansowym. Najpierw podaje, że plan Hausnera miałby być realizowany w przyszłym roku, potem się okazuje, że nie w przyszłym, a w następnym. A pamiętajmy, że rok 2005 jest rokiem wyborów, więc wiara uczestników rynku finansowego w ważne cięcia społeczne jest żadna.
Myśli Pani, że przyjdzie taki dzień, w którym inwestorzy zaufają wicepremierowi Hausnerowi i ministrowi Raczko?
Jeżeli zobaczą działania, bo oni nie patrzą na osoby. Ich nie interesuje, czy to jest lewica, czy prawica. Ich interesuje, czy wicepremier do spraw gospodarczych ma bezwarunkowe wsparcie premiera. I czy ma wystarczającą siłę polityczną, żeby zapowiedziany program wprowadzić w życie. Jeśli nie ma, oczywiście destabilizuje to rynek.
Spróbujmy w takim razie wcielić się w rolę wicepremiera Hausnera i ministra Raczko. Gdyby Pani mogła ich zastąpić na 24 godziny, to jakie byłyby pierwsze trzy decyzje?