Mniejszościowi akcjonariusze firmy kurierskiej i Enterprise Investors (EI) różnie interpretują dane zawarte w raporcie audytora. Wszystko dlatego, że w marcu Jacek Owczarek, nowy dyrektor finansowy Stolicy, wykrył nieprawidłowości w księgach spółki. Poinformował o tym zarząd, a ten - radę nadzorczą. Rada - akcjonariuszy. W tej sytuacji EI stwierdziło, że cena (14 mln USD), po której jeden z jej funduszy obejmował akcje, była zawyżona.
Jacek Siwicki, partner w EI, mówił wtedy, że firma chce się dowiedzieć, jakie nieprawidłowości popełniono i że przyjmie opinię audytora bez zastrzeżeń. Wczoraj wyjaśnił, że w trakcie, gdy Ernst & Young przeprowadzał badanie, zarząd spółki skorygował wyniki za 2001 r. Po korekcie, zysk netto Stolicy w tym okresie skurczył się z 9 mln zł do 1,1 mln zł. Nowe dane również zamieszczono w raporcie audytora. Nieprawidłowości polegały na fakturowaniu zaliczek na poczet przychodów, bądź jednorazowym fakturowaniu przychodów, których koszty firma ponosiła w kolejnych trzech latach. Audytor uznał, że były to błędy podstawowe, czyli jedne z najpoważniejszych, jakie można popełnić.
- Zysk netto był jednym z czynników, na podstawie których wycenialiśmy akcje Stolicy w 2001 r. - powiedział J. Siwicki. - Aby precyzyjnie określić wartość roszczenia, którego dochodzimy w sądzie, musimy dowiedzieć się także, jakie były faktyczne przychody i zysk operacyjny Stolicy - dodał. Zapytany, jakie zadośćuczynienie w akcjach byłoby satysfakcjonujące, stwierdził, że EI musiałoby otrzymać "drugie tyle", w stosunku do tego, co ma teraz (43%).
Tymczasem mniejszościowi akcjonariusze Stolicy są zdania, że badanie audytora nie potwierdziło istnienia negatywnego związku między działaniami akcjonariuszy a wynikami spółki. Winą obarczają ówczesnego audytora - PricewaterhouseCoopers.