Najbardziej kontrowersyjną poprawką do nowelizacji Kodeksu pracy była propozycja senator Teresy Liszcz z Bloku Senat 2001, w myśl której obowiązywałby zakaz pracy w niedzielę. Funkcjonować mogłyby tylko apteki, stacje benzynowe i małe sklepy, ale pod warunkiem, że zatrudniałyby nie więcej niż pięć osób na jednej zmianie. Senatorowie posłuchali jednak argumentów pracodawców, którzy ostrzegali, że taki zakaz może doprowadzić do wzrostu bezrobocia i odrzucili poprawkę.
Nie zmienili natomiast rządowej propozycji przywracającej płatność za pierwszy dzień zwolnienia lekarskiego, trwającego krócej niż tydzień. Zasadę tę wprowadzono rok temu w nadziei na zmniejszenie liczby pracowników przebywających na "chorobowym". Okazało się jednak, że wbrew oczekiwaniom rządu i pracodawców, liczba zwolnień się nie zmniejszyła, tylko ich długość wydłużyła się powyżej siedmiu dni. - Rząd jednak, zamiast rozszerzyć zasadę na wszystkie zwolnienia lekarskie, idzie dokładnie w przeciwnym kierunku i całkowicie rezygnuje z bezpłatnego dnia - mówi Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.
Z aprobatą spotkała się także rządowa propozycja, aby trzecia umowa o pracę musiała być zawierana na czas nieokreślony. Do tej pory było tak, że pracodawca mógł zawierać z pracownikiem umowy na czas określony w nieskończoność. Pracodawcy chcieli, aby firmy nadal mogły tak robić pod warunkiem, że umowy trwałyby co najmniej rok. Senatorowie postanowili też, że jeśli pracownik jest zatrudniony krócej niż pięć lat, przysługiwać mu będzie 20 dni urlopu, jeśli co najmniej pięć lat - 23 dni; jeżeli co najmniej 10 lat - 26 dni urlopu. Teraz ustawa wraca do Sejmu.