Krótszy niż zwykle tydzień giełdowy nie zmienił obrazu rynku. W dalszym ciągu indeks dwudziestu największych spółek giełdowych zaklinował się pomiędzy 1500 i 1600 punktów. W tym przedziale indeksy zmieniają swoją wartość bardzo dynamicznie, "piłując" po kilka procent to w dół, to do góry. Każda próba przebicia 1600 punktów spotyka się z ostrą reakcją sprzedających, a kupujący uparcie bronią poziomu 1500 punktów. Taka patowa sytuacja nie może trwać wiecznie, więc końcówka listopada powinna być bardzo ciekawa.
Powszechnie oczekiwane wyniki spółek jak można było przypuszczać w żaden sposób nie przełożyły się na notowania spółek. Może poza TP, której kurs lekko wzrósł po bardzo dobrych wynikach (tylko na jednej sesji). Również zachowanie giełd zagranicznych nie ma wpływu na wycenę polskich akcji. Ewidentnie nie widać nowych pieniędzy na rynku. Wygląda na to, że po uspokojeniu sytuacji na Węgrzech, właśnie tam napłynął zachodni kapitał. Stąd też bardzo wysoko jest BUX, który w czwartek po raz pierwszy od 2000 roku przekroczył (na chwilę) poziom 10000 punktów. Na szczęście upodobania inwestorów się zmieniają - jestem przekonany, że zachodni kapitał zawita i na nasz rynek.
Armata jest przygotowana do strzału w górę, ale na razie brakuje w niej prochu. Fundusze oglądają się na siebie, drobni akcjonariusze nie mają takich kapitałów by zmienić coś na rynku, więc czekamy na Zachód.
Wbrew pozorom również wprowadzenie podatku giełdowego powinny poprawić wycenę naszych akcji. Niedługi czas pozostały do jego wprowadzenia inwestorzy wykorzystają na kupowanie akcji bez podatku - indywidualnie, albo pośrednio przez fundusze inwestycyjne.
Zwróć uwagę: