Ostatnie kilka sesji pozwoliło zachować status quo na amerykańskim rynku akcji. Po dość mocnym spadku na początku zeszłego tygodnia, nastroje wyraźnie uspokoiły się. Efektem tego jest utrzymanie się wykresu S&P500 w trendzie wzrostowym, który od ponad trzech miesięcy wyznaczany jest przez lekko nachylony w górę wykresu kanał. Dolne ramię tej figury znajduje się na 1030 pkt. Na razie wygląda na to, że test tego wsparcia zakończy się sukcesem byków.

Odmienne wnioski płyną z analizy "technologicznego" Nasdaq Composite. Jeśli widoczna na wykresie indeksu formacja klina zwyżkującego jest prawdziwa, to mamy przysłowiową ciszę przed burzą. Z reguły po wybiciu z tego rodzaju formacji dołem, spadek następuje dość szybko. Pierwsza faza spadku, zakończona w zeszłym tygodniu, była dość dynamiczna. Przy tej interpretacji wykresu kilkudniowa równowaga byłaby tylko słabą korektą (flaga-), po której zakończeniu indeks powinien szybko wylądować w okolicach 1640 pkt. Właśnie taki scenariusz dla amerykańskiego rynku akcji sugeruje giełda w Japonii, gdzie w połowie miesiąca Nikkei 225 wybił się w dół z dwumiesięcznej konsolidacji. Zasięg spadku wynikający z formacji wciąż nie został zrealizowany.

Na dwóch najważniejszych środkowoeuropejskich rynkach wschodzących, zgodnie dominują trendy spadkowe. Przy czym wybicie z konsolidacji WIG20 i zmiana trendu wydają się mieć charakter średnioterminowy - w zeszłym tygodniu indeks miał najniższą wartość od ponad trzech miesięcy. Trend boczny, który jest podstawą spadku, kształtował się na giełdzie w Warszawie przez ponad 2 miesiące. Konsolidacja, z której wybił się BUX, liczy sobie tylko 4 tygodnie. Struktura głównego trendu nie jest w tym wypadku narusza. To sugeruje, że zmiana tendencji na rynku węgierskim ma charakter krótkoterminowy. BUX nie powinien spaść niżej, niż w okolice 9 tys. pkt - do tej wartości zbliża się główna linia trendu wzrostowego.