W ubiegłym roku firma inwestowała w sieć telekomunikacyjną. Płacony w związku z tym VAT odliczała od podatku należnego fiskusowi. Zaoszczędziła w ten sposób 3 177 tys. zł. UKS uznał, że jej działania były bezpodstawne. Zażądał pieniędzy. Dodatkowo naliczył 30% kary (953 tys. zł) za bezprawne odliczenia.
To bardzo duże kwoty dla szepietowskiego przedsiębiorstwa. Po trzech kwartałach 2003 r. jego przychody wynoszą 13,3 mln zł, a strata netto sięga 7,4 mln zł. Szeptel przetrwał na rynku tylko dzięki dogadaniu się z wierzycielami co do zasad spłaty zobowiązań, wynoszących około 50 mln zł.
UKS zakwestionował odliczenia, ponieważ uznał, że inwestycje zostały zaniechane i nie przynoszą przychodów. W efekcie ich wartość wynosi zero. Spółka kwestionuje decyzję fiskusa. - Nie zgadzamy się ze stanowiskiem, że jeśli położyliśmy światłowód, ale nie ma teletransmisji, to jest on warty zero, chociaż dzierżawimy go i mamy z tego tytułu wpływy - tłumaczy Mariusz Pilewski, prezes firmy. - Na początku 2003 r., kiedy przed Szeptelem stało widmo bankructwa, inwestycje zostały chwilowo wstrzymane. Część została już jednak zakończona, zaliczona do środków trwałych i powiększa amortyzację. Przynosi też przychody. Część zostanie sfinalizowana w najbliższym czasie - zapewnia. Jego zdaniem, nie może być także mowy o bezprawnych odliczeniach. W momencie ich dokonywania nie mogły bowiem budzić najmniejszych wątpliwości.
Wczoraj firma zaskarżyła decyzję UKS do Izby Skarbowej. - Złożyliśmy jednocześnie wniosek o wstrzymanie egzekucji do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy - mówi prezes Pilewski. Wskazuje, że w ostateczności Szeptel jest gotów walczyć o swoje racje przed Naczelnym Sądem Administracyjnym.
W komunikacie spółka przypomniała, że NSA, jak dowodzą opublikowane ostatnio orzeczenia, w sprawach podatkowych wykazuje odmienne poglądy niż aparat skarbowy. Mimo to inwestorzy negatywnie zareagowali na informacje dotyczące sporu z fiskusem. Kurs Szeptela spadł wczoraj o 2,2%, do 2,72 zł.