To jest dosyć trudna sprawa, bo nie mamy w Polsce zbyt wielu praktyków, jeśli chodzi o politykę pieniężną.
Ale czy nie sądzi Pan, że o polityce pieniężnej powinny decydować osoby, które przeprowadziły chociaż kilka transakcji na rynku walutowym czy obligacji?
To jest pytanie tendencyjne! Oczywiście, pracując w takim zespole ma się wyobrażenie nazwijmy to "Rady idealnej". Ale zgodnie ze starym dowcipem, ideał to jest coś, do czego trzeba dążyć, ale co i tak jest nieosiągalne.
A jak wygląda "Rada idealna" według Grzegorza Wójtowicza?
To grupa ludzi, którzy bardzo dobrze znają się na polityce monetarnej. Ale przy okazji nie są na bakier z zagadnieniami operacyjnymi i księgowymi, związanymi z funkcjonowaniem banku centralnego. Dotyczy to zarówno Polski, jak i strefy euro. Bo wielkim zadaniem przyszłej Rady będzie zastąpienie złotego walutą europejską.
Znamy już nazwiska kandydatów do RPP z ramienia Sejmu i Senatu. Czy mają szanse stworzyć Radę bliską ideału?
Nie będę się na ten temat wypowiadał, dopóki nowa Rada nie zostanie wybrana. To byłoby nie na miejscu, chociaż na czasie.
Jaki był największy sukces Rady?
Ustabilizowanie cen w Polsce. To było naszym marzeniem, gdy rozpoczynał się proces transformacji: dojście do takiego złotego, który budzi zaufanie.
A największa porażka?
Nie udało nam się przekonać wszystkich, jak istotne jest posiadanie silnego, stabilnego pieniądza.
Jakie błędy Rada popełniła?
Niech to oceniają inni. Powiem tylko, że w ciągu tych sześciu lat mieliśmy przynajmniej cztery takie okresy, gdy podejmowanie decyzji było bardzo trudne. Pierwszy to był czas kryzysu rosyjskiego. Wszyscy spodziewali się wtedy, że podniesiemy stopy procentowe, a my je obniżyliśmy, co się okazało posunięciem - powiem - dość ciekawym. Drugi moment to zakończenie serialu obniżek stóp procentowych na przełomie lat 1998-1999. Trzeci to zakończenie okresu podwyżek stóp w połowie 2000 r. Kolejna kwestia to głębokość obniżek w ostatnich latach To były trudne decyzje. Można je różnie oceniać.
A cel inflacyjny? Rada go sama określała, ale nie potrafiła osiągnąć...
Gdybyśmy tych, co tak mówią, poprosili o ich prognozy inflacji, bylibyśmy zdaje się w tym samym położeniGdy siedzę przed telewizorem i oglądam naszych piłkarzy, to myślę, że gdybym ja był na boisku, to zamiast 0:2 byłoby 14:0.
Jakie najcenniejsze doświadczenie wyniósł Pan z pracy w Radzie? Co chciałby Pan przekazać swoim następcom?
Wyostrzył się mój pogląd, że w prowadzeniu polityki pieniężnej wiedza pomaga, ale nie wystarcza. Umiejętności pomagają, ale też nie wystarczają. Potrzebne jest wyczucie. Działaliśmy w trudnych, zmieniających się warunkach. Nos był często ważniejszy niż wiedza i umiejętności.
Dziękuję za rozmowę.