Rok 2003 kończy się o wiele lepiej, niż się zaczął. Mimo to wciąż mówi się o zagrożeniach. Jakie negatywne czynniki wpływają na gospodarkę globalną i amerykańską?
Przede wszystkim to, co nazywam "gospodarką emocji", czyli amerykańskie problemy w Iraku oraz długofalowe następstwa ataków z 11 września. Kolejnym czynnikiem stymulującym gospodarkę jest znaczy wzrost wydatków zbrojeniowych. Trzeba będzie za nie kiedyś zapłacić wysoką cenę. Następnym zjawiskiem, choć niekoniecznie negatywnym, który trzeba wziąć pod uwagę, jest postępująca globalizacja systemów gospodarczych.
W jaki sposób ów "czynnik emocji" wpływa na sytuację makroekonomiczną?
Obniża zaufanie konsumentów i zwiększa nerwowość zachowań społecznych. Trzeba jednak pamiętać, że nawet przy spadku wskaźników nastrojów i pomimo niepewnych nastrojów konsumenci nadal kupują towary, głównie dzięki taniemu pieniądzowi. Stopy procentowe są bardzo niskie, co powoduje, że Amerykanie łatwo podejmują decyzje o kupnie auta lub nieruchomości. Aby jednak utrzymać stabilny wzrost gospodarczy, konsumenci powinni się jeszcze bardziej "wyluzować", uspokoić. Tak się jeszcze nie dzieje. Choć w tym roku było już dużo lepiej niż w ubiegłym lub tuż po 11 września, to wciąż ludzie są podatni na negatywne informacje. Gdy ponad 100 tysięcy młodych ludzi naraża codziennie swoje życie za granicą, gdy napływają informacje o zabitych i rannych, trudno o spokój. Myślę, że Polacy przeżywają podobne napięcia, mimo że w Iraku jest stosunkowo niewielu waszych żołnierzy. I nie jest to problem, który zostanie rozwiązany już jutro.
Wyniki III kwartału amerykańskiej gospodarki były jednak tak znakomite, że zaskoczyło to największych optymistów. Jak może Pan wyjaśnić ten fenomen?