Wczorajsze notowania zaczęły się od spadków. Przewaga niedźwiedzi nie trwała jednak zbyt długo. Tuż po rozruchu rynku kasowego ceny zaliczyły minimum, które okazało się minimum całej sesji. Dalszy przebieg notowań był już niemal jednostajnie wzrostowy. Zamknięcie bliskie dziennemu maksimum teoretycznie może dawać nadzieję na kontynuację ruchu także na dzisiejszej sesji.

Słowa "niemal jednostajny" oraz "teoretycznie" nie są tu wciśnięte bez powodu. Przyznam bowiem, że nie jestem taki pewien, czy wczorajszą sesję można odebrać jednoznacznie optymistycznie. Wątpliwości jest kilka, ale wymienię tylko najważniejsze.

Rynek od ostatniego szczytu we wtorek (1738) do wczorajszego dołka (1659) spadł o 79 pkt. Mając tę wiedzę, można wyznaczyć potencjalne poziomy ewentualnej korekty wzrostowej, jaka może wystąpić. Zwykle do tego celu bierze się znane wszystkim poziomy zniesienia, wynikające z zależności ciągu liczb Fibonacciego: 38,2, 50% i 61,8%. Okazuje się, że wczorajszy wzrost zatrzymał się dokładnie na tym trzecim poziomie. Ważne jest także to, że w momencie kreślenia szczytu na rynku panowały duże emocje, które można wziąć za euforię, która zwykle kończy ruch. Brak zamknięcia na nowych maksach także potwierdza ważność tego poziomu.

Innym aspektem sugerującym ostrożność przy wydawaniu zbyt optymistycznych ocen jest strefa oporu, z jaką mamy do czynienia w okolicy 1693 pkt. W czasie sesji byliśmy wyżej, ale zamknięcie dokonało się jedynie na 1696 pkt. Przyjmuję, że poziom oporu został lekko naruszony, ale nie przebity. Dopiero trwałe wyjście nad 1693 pkt da szanse na kolejny atak na szczyty z początku stycznia. Jego wynik jest zupełnie inną sprawą.