Aby wyjaśnić, dlaczego kurs terminowy (kurs kontraktu) różni od ceny gotówkowej (ceny akcji, indeksu), należy powołać się na prawo jednej ceny. Mówi ono, że te same produkty, w tym samym czasie powinny kosztować tyle samo. Rozpatrzmy to na przykładzie akcji. Na uwadze trzeba mieć fakt, że kupując akcje, płacimy za nie praktycznie natychmiast (stąd nazwa rynek natychmiastowy - spotowy). W przypadku kontraktu na akcje do płatności dochodzi w przyszłości (zależnie od terminu kontraktu). W takiej sytuacji nie można więc mówić o tym samym czasie i dlatego w cenie kontraktu należy uwzględnić wartość pieniądza w czasie (aktualną cenę należy powiększyć o odsetki, jakie można uzyskać do terminu wygaśnięcia kontraktu, inwestując według wolnej od ryzyka stopy procentowej).

Żeby dobrze to zrozumieć, należy na chwilę zapomnieć o krótkoterminowym, spekulacyjnym po-

dejściu do kontraktów terminowych i założyć, że po kupnie będziemy je trzymać do dnia wygaśnięcia, po czym nastąpi rzeczywiste wykonanie, czyli transakcja kupna/sprzedaży określonego aktywu.

Wyobraźmy sobie inwestora X, który oczekuje wzrostu ceny akcji TP z 16,25 zł teraz, do 21 zł za 3 miesiące (wie, że w tym czasie spółka nie wypłaci dywidendy). Do wyboru ma kupno akcji lub zawarcie jednego kontraktu terminowego także po cenie 16,25 zł, opiewającego na 500 akcji tej spółki i wygasającego za 3 miesiące. Kupując akcje, musiałby już dziś zapłacić 8125 zł (500 x 16,25 zł), a po 3 miesiącach, gdy kurs spółki wzrośnie do 21 zł, zarobiłby 2375 zł ((500 x 21) - (500 x 16,25)). Gdyby jednak zdecydował się na zawarcie kontraktu terminowego, to nie musiałby dziś nic za niego płacić. Jego obowiązkiem w takim wypadku byłoby tylko wniesienie depozytu zabezpieczającego, a resztę gotówki mógłby ulokować w banku, który rocznie daje mu np. 8%, czyli w skali 3 miesięcy 2% (dla uproszczenia załóżmy, że tak samo oprocentowana jest kwota stanowiąca depozyt zabezpieczający). Po 3 miesiącach pan X wykonuje kontrakt, czyli otrzymuje 500 akcji TP po 16,25 zł (cena kontraktu), co razem wiąże się z wydatkiem 8125 zł. W tym czasie pieniądze w banku i stanowiące depozyt wzrosły już do 8287,5 zł (8125 zł + 162,5 zł odsetek). Ponieważ wcześniej założyliśmy, że po 3 miesiącach TP kosztuje 21 zł, to otrzymując od drugiej strony transakcji terminowej akcje za 8125 zł, inwestor może je od razu sprzedać na giełdzie, inkasując 2375 zł zysku ((500 x 21) - 8125). Podobnie jak w pierwszym przypadku zarobił 2375 zł na cenie akcji i dodatkowo zyskał 162,5 zł odsetek, od kwoty, której nie musiał 3 miesiące temu wydać na zakup akcji.

Jest to bardzo dobra inwestycja, ale w praktyce nie powinna mieć miejsca. Wyobraźmy sobie bowiem teraz osobę Y, która zawarła ten kontrakt z panem X po cenie 16,25 zł. Posiadający 500 akcji TP pan Y może je już dziś sprzedać na giełdzie po 16,25 zł. Otrzyma za nie 8125 zł i na takich samych warunkach jak pan X mógłby te pieniądze ulokować w banku, by po 3 miesiącach wypłacić 8287,5 zł. Zdecydował się jednak, że nie będzie tego robił teraz i zawarł 3-miesięczny kontrakt z panem X po 16,25 zł (umówił się, że za 3 miesiące sprzeda mu posiadane 500 walorów TP za 16,25 zł). W tym czasie nie mógł ulokować pieniędzy w banku, gdyż cały czas posiadał akcje. W ostateczności, zgodnie z zawartym kontraktem, sprzedał je po 3 miesiącach za 8125 zł. Stracił więc 2375 zł, gdyż mógłby zrobić to samo na giełdzie po 21 zł za akcję (łącznie za 10 500 zł) i dodatkowo nie zyskał 140 zł, które dałaby mu lokata bankowa.Wyraźnie widać, że pan Y umawiając się na sprzedaż za 3 miesiące akcji po takiej samej cenie jak teraz, popełnił błąd. Godząc się przetrzymać przez kolejne 3 miesiące akcje, powinien odpowiednio zwiększyć cenę kontraktu o odsetki, jakie w tym samym czasie mógłby dostać w banku. Do ustalenia prawidłowej ceny kontraktu terminowego służy wzór znajdujący się na stronie 24. dzisiejszego wydania PARKIETU. Jeżeli w rzeczywistości notowania w znaczącym stopniu odbiegają od tak ustalonej wartości, do akcji wchodzą arbitrażyści, którzy likwidują nieefektywność rynku i oczywiście na tym zarabiają.