Pod koniec ub.r. pracy nie miało 18% czynnych zawodowo Polaków (3,1 mln osób). To o 0,4 pkt proc. więcej niż w listopadzie.

Dlaczego liczba bezrobotnych rośnie, chociaż gospodarka przyspiesza? - Bo wydajność pracy się zwiększa - wyjaśnia Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Banku. - Poza tym przedsiębiorstwa nadal nie wykorzystują w pełni swoich mocy produkcyjnych. Dlatego nie odczuwają potrzeby zatrudniania nowych pracowników - dodaje. Inny powód to zakończenie prac sezonowych i interwencyjnych.

Według A. Krześniaka, rynek pracy z opóźnieniem reaguje na ożywienie gospodarcze. - Jego obecny stan jest odwzorowaniem sytuacji makroekonomicznej sprzed dwóch kwartałów - twierdzi ekonomista. Jego zdaniem, do spadku bezrobocia potrzebne jest utrzymywanie się przynajmniej przez rok wzrostu gospodarczego na poziomie powyżej 4%. Wielu ekonomistów oczekuje, że poziom ten został przekroczony w IV kwartale 2003 r. W III kwartale PKB zwiększył się o 3,9%.