to w połowie roku było to już blisko 71%.
Załamanie cen
Jednak w połowie roku sytuacja się zmieniła. Ceny papierów dłużnych zaczęły spadać. I to szybko. Powodem były przede wszystkim obawy o stan finansów publicznych. W kolejnych miesiącach było coraz gorzej. Resort finansów nie był w stanie sprzedać obligacji, bo nabywcy żądali coraz wyższej rentowności. Zdarzało się nawet, że na rynku międzybankowym nie było chętnych do zakupu papierów. Na dodatek, każde posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej przynosiło inwestorom coraz większą pewność, że nie będzie kolejnych cięć stóp procentowych. Przynajmniej dopóki nie zostanie zmieniony skład RPP.
Rzeczywiście - pod koniec roku praktycznie każdy kandydat do RPP mówił o konieczności szybkiego cięcia stóp procentowych. Przyniosło to odbicie na rynku papierów dłużnych. Jednak im bliżej kandydaci do RPP byli wyboru, tym ich wypowiedzi były ostrożniejsze. A na rynek znowu wrócił pesymizm, pobudzany jeszcze obawami o to, czy uda się wicepremierowi Jerzemu Hausnerowi przekonać rząd i partie koalicji do swojego programu oszczędnościowego.
W rezultacie fundusze emerytalne zdecydowały się z jednej strony na zmniejszenie udziału obligacji w portfelach, z drugiej zaś - preferowały krótkie papiery. Pod koniec roku obligacje stanowiły już tylko 62,21% aktywów OFE,
a średnia zapadalność portfela dłużnego wyniosła - wg danych PTE ING Nationale-Nederlanden - nieco ponad 2 lata. Tymczasem w czerwcu były to prawie trzy lata.