Ssskarbie, mój najdroższy sss...skarbie. Zostań z nami na zawsze. Nie chcemy się z tobą rozstawać. Jesteś nasz, tylko nasz... Lepiej niech inni trzymają się od ciebie z daleka... - tak szepcze zapewne wielu naszych dostojników, przypominając opętanego Golluma. Na jego podobieństwo doznają też specyficznego rozdwojenia jaźni, powtarzając: "nie oddamy cię, nie sprywatyzujemy, nie sprzedamy obcemu kapitałowi nawet kawałka", ale z drugiej strony zapewniając: "liczy się dla nas dobro wszystkich, gospodarka, interes państwa".
Nie dziwmy się jednak. Siła skarbu jest przecież wielka. Za jego to przyczyną zniknęło z areny wielu dzielnych politycznych wojowników, wielu też uległo jego niszczycielskiej mocy, pragnąc uszczknąć coś dla siebie. Każdy chce go zatrzymać, ale i wielu przechwycić. Nierzadko przechodzi z rąk do rąk.
Rynek, inaczej niż politycy, bez większego echa przyjął jednak zmiany w drużynie, której powierzono pierścień władzy. Być może dlatego, że dumny autor planu ratunkowego, który ma ocalić finanse państwa (i niechby ocalił - za przyzwoleniem, albo i bez niego, zbierającej się dziś szacownej rady wielkiego Sojuszu), pozostał na stanowisku, nie tylko nie tracąc nic z rozległych kompetencji, ale wzbogacając się o nowe. Otrzymał skarb. Ponoć do czasu znalezienia godniejszego powiernika. Wiadomo jednak, że nikt dobrowolnie ze skarbem się nie rozstaje i coś z niego w rękach gospodarczego możnowładcy pozostać może.
Na czym polega urok skarbu? Tego nikt dokładnie nie wie. Niektórzy twierdzą jednak, że w nim najpełniej objawia się moc pierścienia władzy. Mówią o setkach, a nawet tysiącach stanowisk do obsadzenia, o powierzonych rozmaitym radom i zarządom dobrach narodowych, wciąż wartych miliardy (i to w zielonych denarach), o tajemnych wpływach i mniej lub bardziej sekretnych przejściach ze świata polityki do świata gospodarki.
Zapisane jest w starych księgach, ale i w uchwalanych co roku budżetach, że przeznaczeniem skarbu jest jego zniszczenie. Wiedzie ku temu jeden tylko szlak - prywatyzacja. Niczym Cirith Ungol pełen pułapek i niebezpieczeństw, zakrętów i przepaści, ale nie ma wyboru. Drużyna pierścienia wbrew swej misji cofa się i patrzy, jak na dłużej zachować w swych rękach to, co oddano jej tylko w depozyt. Zanim nowy powiernik oswoi się z blaskiem skarbu i zastanowi, co z nim uczynić, miną kolejne miesiąca, a może i lata. Znowu wiele planów weźmie w łeb. Znowu trzeba będzie więcej pożyczyć w kraju albo za granicą, nie bacząc na koszty, bo przecież z czegoś czająca się w mroku niczym orkowie ogromna armia urzędników żyć musi.