Mamy za sobą kolejną sesję wpisującą się w wyczerpujący trend boczny. Indeks porusza się w wąskim zakresie około 50 punktów już od 3 tygodni. Tymczasem byki są bardzo aktywne, tyle że na akcjach spoza WIG20. Kolejny niewiarygodnie duży wzrost zanotował Elektrim. W ślad za nim podąża Stalexport. Obroty na tych dwóch walorach były wyższe, niż na większości papierów wchodzących w skład WIG20.
To nie są wyjątki. Od pewnego czasu rynek przeżywa okres zainteresowania papierami spoza indeksu. Są wśród nich zapomniane spółki, często niedawno bliskie bankructwa. Rosną na fali informacji o możliwości dalszego funkcjonowania. Tymczasem duże spółki, które zdążyły urosnąć jako pierwsze - zatrzymały się. I tu się nasuwa mechanizm funkcjonujący przed laty. Na fali hossy rosły najpierw banki. W ostatniej fazie rosły mniejsze spółki - był to sygnał rychłego zakończenia fali wzrostowej. Nie wyciągałbym jednak analogii w obecnej sytuacji. Jest ona bowiem niepowtarzalna. Niebawem wchodzimy do Unii Europejskiej. Indeks atakuje wielokrotnie i jak dotąd bezskutecznie poziom szczytów z września i października. Może to wywoływać wrażenie rychłych i dotkliwych spadków. Ten ton pojawia się u wielu komentatorów, a tymczasem może się okazać, że był to zaledwie przystanek, kilkutygodniowa konsolidacja zakończona znacznym wybiciem w górę, w okolice 1900-2000 pkt.
Główną przeszkodą dla indeksu od pewnego czasu wydaje się niepewność inwestorów co do naprawy budżetu i dalszych losów waluty. Dziś nałożyły się na to dodatkowo destabilizujące działania polityczne. Rządzącą koalicją wstrząsnęła grupka posłów, którzy chcieli na fali uchwalania ważnej ustawy coś wytargować dla siebie.
Widmo nieuchwalenia planu Hausnera zmobilizuje posłów SLD w obliczu wcześniejszych wyborów. Może się to stać impulsem dla przełamania szczytów. Z drugiej strony zawsze może się stać coś negatywnego - coś, co będzie impulsem do załamania trendów wzrostowych na całym świecie. Wtedy na rynku pojawi się podaż i... znajdziemy się 300 pkt niżej.