Początek tygodnia na GPW przyniósł mocny atak popytu. WIG ustanowił historyczny szczyt. WIG20 bez problemów pokonał lukę bessy z końca stycznia, po raz kolejny udowadniając, jak mylne bywają na naszym rynku sygnały sprzedaży generowane przez analizę techniczną. Wtorkowa sesja niejako postawiła kropkę nad "i", choć wyraźne i gwałtowne ożywienie oraz duży wzrost bazy na kontraktach terminowych w ostatniej godzinie handlu nie są najlepszym prognostykiem na najbliższą przyszłość. Być może w drugiej połowie tygodnia rozpalone emocje schłodzi zatem krótka korekta. W perspektywie kilkunastu tygodni rynek wygląda jednak bardzo obiecująco.

Wreszcie zaistniały warunki, by na nasz rynek powrócili - choćby przejściowo - inwestorzy zagraniczni. Niedowartościowanie złotego stwarza im szansę dodatkowego zarobku. W styczniu do grona głównych nabywców akcji ponownie dołączyły fundusze inwestycyjne, do których znów zaczynają trafiać większe środki. W miarę wzrostów spodziewałbym się napływu nowej fali inwestorów indywidualnych, czego próbkę mieliśmy już w lecie ub.r.

Mimo wysokiego poziomu wyceny polskich akcji wzrost nie ma na razie wyraźnego spekulacyjnego charakteru. Imponująca jest szerokość rynku, na którym rosną przede wszystkim kursy dużej grupy mocnych fundamentalnie spółek. Coraz szybszy rozwój gospodarczy, utrzymujące się korzystne relacje kursowe - to wszystko zapowiada kontynuację dotychczasowej dynamiki zysków wielu spółek i stwarza warunki, które z czasem mogą doprowadzić do ich znacznego przewartościowania.

Mimo że oczekuję wzrostów na szerokim rynku, liderów obecnej zwyżki upatrywałbym wśród tych spółek, które powinny najbardziej zyskać na zapowiadanym ożywieniu inwestycji. Warto zwrócić m.in. uwagę na spółki działające na rzecz wytwórców i dystrybutorów energii - zwiększenie krajowych inwestycji w tym sektorze powinno znacznie poprawić wyniki tej grupy podmiotów. Do grona liderów zaliczyłbym też spółki sektora elektromaszynowego oraz hutniczego, które po raz pierwszy od wielu lat zaczynają notować zyski, również na poziomie operacyjnym. Problemem pozostaje jedynie nieduża liczba reprezentantów tych sektorów na giełdzie.