Audytorem Enronu był nieistniejący już przedstawiciel Wielkiej Piątki - Arthur Andersen. Inwestorzy obwiniali go o udział w machinacjach koncernu. Zakładali, że tak renomowany audytor, współpracujący z firmą od 16 lat, musiał zdawać sobie sprawę z tego, co się dzieje w badanej korporacji, jeśli nie pomagał jej w tuszowaniu "kreatywnej księgowości".
Upadek Andersena
Przekonanie było na tyle powszechne, że mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że zarzuty prokuratorskie wobec menedżerów Arthura Andersena dotyczą na razie tylko utrudniania śledztwa poprzez niszczenie dokumentów i czyszczenie dysków komputerowych. Były na nich rewizje sprawozdań finansowych Enronu.
Uwikłany w sprawę Enronu Arthur Andersen stracił dobrą opinię na rynku. Masowo zaczęli go opuszczać nawet długoletni klienci (np. amerykańska BB&T Corporation, zajmująca się kredytami konsumpcyjnymi, której sprawozdania audytor badał przez 36 lat). Utrata dobrego imienia spowodowała, że firma zniknęła z powierzchni ziemi, a jej poszczególne jednostki organizacyjne i pracowników wchłonęły inne spółki audytorskie. W Polsce 1 lipca 2002 roku oddział Arthura Andersena przejął inny wielki gracz - Ernst & Young. Ernst&Young podobnie postąpił w przypadku 56 z 84 krajowych oddziałów Arthura Andersena (w tym 24 europejskich).
Pokłosiem enronitis było wejście w życie w lipcu 2002 roku ustawy Sarbanes Oxley Act, która m.in. zakazywała łączenia usług audytorskich i doradczych. Zezwalała też na badanie sprawozdań przez danego audytora przez maksymalnie 5 lat.