Reklama

Biegli rewidenci na cenzurowanym

Ostatnie lata nadszarpnęły zaufanie inwestorów do giełdowych spółek. Mimo że "czarnych owiec" było niewiele, rzuciły cień na wszystkich emitentów. Enron, Global Crossing, Kmart, WorldCom, Tyco czy Xerox wzbudziły obawy co do zawartości ksiąg rachunkowych innych firm. Od nazwy pierwszej firmy zwykło się nazywać chorobę trawiącą amerykańskie korporacje - enronitis.

Publikacja: 14.02.2004 09:03

Audytorem Enronu był nieistniejący już przedstawiciel Wielkiej Piątki - Arthur Andersen. Inwestorzy obwiniali go o udział w machinacjach koncernu. Zakładali, że tak renomowany audytor, współpracujący z firmą od 16 lat, musiał zdawać sobie sprawę z tego, co się dzieje w badanej korporacji, jeśli nie pomagał jej w tuszowaniu "kreatywnej księgowości".

Upadek Andersena

Przekonanie było na tyle powszechne, że mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że zarzuty prokuratorskie wobec menedżerów Arthura Andersena dotyczą na razie tylko utrudniania śledztwa poprzez niszczenie dokumentów i czyszczenie dysków komputerowych. Były na nich rewizje sprawozdań finansowych Enronu.

Uwikłany w sprawę Enronu Arthur Andersen stracił dobrą opinię na rynku. Masowo zaczęli go opuszczać nawet długoletni klienci (np. amerykańska BB&T Corporation, zajmująca się kredytami konsumpcyjnymi, której sprawozdania audytor badał przez 36 lat). Utrata dobrego imienia spowodowała, że firma zniknęła z powierzchni ziemi, a jej poszczególne jednostki organizacyjne i pracowników wchłonęły inne spółki audytorskie. W Polsce 1 lipca 2002 roku oddział Arthura Andersena przejął inny wielki gracz - Ernst & Young. Ernst&Young podobnie postąpił w przypadku 56 z 84 krajowych oddziałów Arthura Andersena (w tym 24 europejskich).

Pokłosiem enronitis było wejście w życie w lipcu 2002 roku ustawy Sarbanes Oxley Act, która m.in. zakazywała łączenia usług audytorskich i doradczych. Zezwalała też na badanie sprawozdań przez danego audytora przez maksymalnie 5 lat.

Reklama
Reklama

Europejska recepta

na enronitis

W Europie od dłuższego czasu dyskutuje się o kwestii niezależności biegłych rewidentów. Co ciekawe, debata ta wyprzedziła smutne doświadczenia związane z enronitis. Komisja Europejska w maju 2002 roku (w wyniku dwuletnich prac) wydała rekomendacje dotyczące relacji między klientami a audytorami. Wynika z nich, że biegły rewident będący partnerem firmy audytorskiej może badać sprawozdania najdłużej przez 7 lat, po czym musi przez dwa lata "odpocząć". Ma to ustrzec przed popadnięciem w rutynę.

Rekomendacje Komisji Europejskiej są na razie niewiążące. Komisarz ds. rynku wewnętrznego stwierdził jednak przy ich wprowadzaniu, że jeżeli po trzech latach państwa członkowskie zlekceważą je, to wówczas dojdzie do uchwalenia wiążących przepisów.

W Polsce dobre praktyki w spółkach publicznych (corporate governance), uchwalone w 2002 roku, nakazują, aby do zmiany biegłego rewidenta dochodziło raz na pięć lat. Niektóre systemy prawne Unii Europejskiej idą dalej niż oczekują tego organy Wspólnoty. We Francji sprawozdania finansowe spółek publicznych podlegają badaniu przez dwóch niezależnych audytorów. Podobną zasadę wprowadziła w ubiegłym roku - za sprawą swojego akcjonariusza strategicznego France Telecom - Telekomunikacja Polska. Raport telekomu za 2002 rok badały Ernst&Young i RSM Salustro Reydel Polska.

Polska - stoczniowy audytor

Reklama
Reklama

Polska nie doczekała się swojego Enronu. I dobrze. Środowisko audytorskie zauważa jednak, że opinia publiczna spogląda na ich działalność o wiele mniej łaskawym okiem niż jeszcze przed kilkoma laty. Piotr Rojek, prezes Krajowej Rady Biegłych Rewidentów, twierdzi, że priorytetem dla biegłych rewidentów jest odbudowanie zaufania publicznego i wiary w sens badania sprawozdań finansowych.Niewątpliwie przyczyniła się do tego sprawa Stoczni Szczecińskiej. W 2002 roku firma upadła, a banki udzielające kredytów oskarżyły audytora Stoczni o niewywiązywanie się z obowiązków. Kredytodawcy uznali, że rewident nie wskazał na zagrożenie kontynuacji działalności spółki, mimo jej wysokiego zadłużenia i pogorszenia sytuacji w branży. Stanowisko banków było jednak kontrowersyjne, ponieważ kondycja Stoczni Szczecińskiej pogarszała się stopniowo już od 2000 roku, a ponadto na mocy umów kredytowych mogły one żądać różnego rodzaju dokumentów pozwalających właściwie ocenić ryzyko kredytowe.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama