Środa przyniosła dalszy wzrost notowań miedzi, które przejściowo przekroczyły 2900 USD. Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych płacono w pewnym momencie 2965 USD - najwięcej od ośmiu lat - wobec 2826 USD dzień wcześniej. Był to największy od dwóch lat jednodniowy wzrost ceny. W dalszej części dnia obniżyła się ona do 2870 USD.
Tendencję zwyżkową utrwala coraz większy popyt na ten surowiec w Chinach oraz USA. Gospodarka obu krajów rozwija się bowiem w szybkim tempie, co zwiększa zużycie miedzi w przemyśle i budownictwie. Efektem jest wyraźny spadek jej zapasów, które są już najmniejsze od 1998 r. Do zakupów tego metalu zachęcają też prognozy wskazujące na dalszy wzrost dysproporcji między popytem a podażą. Eksperci Morgan Stanley przewidują, że w 2004 r. zapotrzebowanie na miedź przewyższy w skali światowej jej dostawy o 426 tys. ton.
Czynnikiem, który pobudza wzrost notowań, jest też bardzo wysoki kurs euro do dolara. Wczoraj osiągnął on przejściowo rekordowy poziom 1,2929 USD, zachęcając do zakupów miedzi inwestorów dysponujących wspólną walutą europejską.
Ropa naftowa zdrożała w związku z obawami, że amerykańskie rafinerie nie zdążą uzupełnić zapasów benzyny przed zbliżającym się letnim sezonem motoryzacyjnym w USA. Zdaniem ekspertów, mogły one zmniejszyć się w zeszłym tygodniu o 1 mln baryłek, chociaż i tak były już o 3,9% niższe niż przed rokiem. Przypuszczano też, że doszło do spadku o 1,5 mln baryłek zapasów ropy, co mogło dodatkowo utrudnić wzrost produkcji benzyny. Najnowsze dane o rezerwach paliw płynnych w USA ma dziś opublikować Departament Energetyki.
W Londynie baryłka gatunku Brent z dostawą w kwietniu kosztowała po południu 31,25 USD - najwięcej od przeszło miesiąca - wobec 30,69 USD w końcu sesji wtorkowej.