Mimo natychmiastowych próśb o anulowanie sesji lub przynajmniej jej części (dwie minuty po całym zdarzeniu zrobił to Bankowy Dom Maklerski PKO BP, z którego złożone zostały feralne zlecenia), giełda nie skorzystała z takiej możliwości. Nie zrobiła tego, mimo że w regulaminie zastrzega sobie prawo do anulowania transakcji. Na taką decyzję mogły wpłynąć obawy przed pozwami inwestorów, którzy na całym wydarzeniu zarobili.
Dylematu: anulować czy nie? - można było uniknąć, gdyby istniały odpowiednie regulacje.
Jak się okazuje, mają je największe giełdy terminowe i podpierały się nimi, anulując transakcje po podobnych przypadkach jak na GPW 4 lutego. Mowa o giełdach Chicago Mercantile Exchange (CME), Chicago Board of Trade (CBOT) oraz Eurex. W pierwszych dwóch przypadkach kontrakty terminowe spadły w wyniku uruchomienia się zleceń sprzedaży typu stop. Giełdy anulowały znaczną część transakcji. Na Eureksie wydarzyły się dwa podobne przypadki. Pierwszy miał miejsce 21 listopada 2001 roku, kiedy doszło do dużego spadku kursów kontraktów terminowych i opcji na indeks DAX i indeks Euro STOXX 50. Po raz drugi do wpadki doszło na kontraktach na indeks Euro STOXX 50 oraz na indeks STOXX 50. W obu sytuacjach anulowano transakcje. Regulaminy zagranicznych giełd szczegółowo określają kiedy i na jakich warunkach można unieważnić transakcje. Przepisy Giełdy Papierów Wartościowych są bardzo ogólne i na wypadek podobnych wydarzeń powinny być dopracowane.