Pierwsza sesja nowego tygodnia okazała się dość ciekawa. Dopisała zmienność, co mogło ucieszyć daytraderów. Jest to o tyle ważne, że przed sesją można było mieć poważne obawy, czy faktycznie będzie na czym oko zawiesić. Sesje poniedziałkowe już niemal tradycyjnie są okresami wyczekiwania. Brak publikacji ważnych danych makro oraz innych istotnych informacji miał nas skazać na marazm. Stało się inaczej.
Sesja może nie była porywająca, lecz lepsze to niż nic. Zaczęliśmy spokojnie tuż nad poziomem zamknięcia z piątku. Dobry nastrój po piątkowej sesji na naszym rynku okazał się ważniejszy od mało optymistycznej końcówki piątkowych notowań za oceanem. Dobre otwarcie potwierdzało piątkowy powrót nad wsparcie. Wydawało się, że wszystko zmierza w kierunku konsolidacji. Gdy jednak ruszyły notowania na rynku akcji, okazało się, że nie było komu kupować. Podaż, mimo że nie była duża wartościowo, przeważała. Popytu było jak na lekarstwo. W efekcie ceny zjechały 5 pkt nad piątkowe minimum w przypadku kontraktów i 3 pkt w przypadku indeksu. Zamknięcie tuż nad poziomem minimum nie jest sygnałem optymistycznym.
Słaby koniec sesji, w czasie którego po raz kolejny tego dnia popyt przyjął postawę defensywną, nie rokuje zbyt dobrze posiadaczom długich pozycji. Nadzieją jest jeszcze linia łącząca szczyty ze stycznia oraz dołek z piątku. Jej pokonanie potwierdzi słabą kondycję rynku, którą wczoraj dało się zaobserwować. Nadzieją, oprócz wspomnianej linii,p jest także wczorajsza bierna postawa popytu. Nie trzeba wiele, by zatrzymać spadek, bo podaż jest znacząca. Trzeba tylko chcieć. Popyt musi dziś pokazać zęby. Inaczej niedźwiedzie poczują się pewniej i bronić cen będzie już znacznie trudniej, o próbie ich podniesienia nie wspominając.