Ceny ropy naftowej rosły wczoraj w Londynie drugi dzień z rzędu. Uczestnicy tego rynku obawiają się bowiem, że zapasy benzyny w Stanach Zjednoczonych nie zostaną odbudowane na tyle szybko, by można było bez kłopotów zaspokoić popyt w szczycie letniego sezonu motoryzacyjnego. Analitycy prognozują, że w ubiegłym tygodniu rezerwy benzyny spadły w USA o kolejne 250 tys. baryłek, a i tak są już niższe prawie o 3% niż o tej porze w ub.r. i o 4,2% mniejsze od pięcioletniej średniej. Cotygodniowy raport o zapasach ropy i produktów naftowych, o wielkości produkcji i importu, Departament Energetyki opublikuje dzisiaj po południu. Zwyżce cen ropy sprzyjało też zamknięcie w ostatnich dniach kilku amerykańskich rafinerii. Przyczyną przerwania produkcji były najczęściej awarie. Wiele rafinerii jest przestarzałych, a przez wyjątkowo mroźną w tym roku zimę musiały pracować na pełnych obrotach, by zaspokoić duży popyt na olej opałowy. Nie było zatem czasu na odbudowywanie zapasów benzyny i teraz może go zabraknąć, zwłaszcza że kilka dni trwa zazwyczaj przestawianie instalacji z produkcji oleju na benzynę. Jakby tego było mało, w szóstej co do wielkości amerykańskiej rafinerii w Deer Park w Teksasie, należącej do Royal/Dutch Shell, wybuchł pożar. Na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy gatunku Brent z dostawą w kwietniu kosztowała po południu 31,13 USD, wobec 30,81 USD na poniedziałkowym zamknięciu.
Złoto też drożało wczoraj w Londynie drugi dzień z rzędu, gdyż ceny zbliżone do trzymiesięcznego minimum zachęcały inwestorów do kupowania tego kruszcu. Raz jeszcze o cenie złota zdecydowały zmiany kursów walutowych. Jeszcze rano po informacji o spadku zaufania niemieckich przedsiębiorców za euro płacono 1,2566 USD. A po południu po opublikowaniu raportu Conference Board o jeszcze większym pogorszeniu nastrojów amerykańskich konsumentów euro kosztowało już 1,2665 USD. Uncja złota z natychmiastową dostawą zdrożała w Londynie o 2,23 USD, 0,6%, do 401,65 USD.
Umocnienie się dolara w kilku minionych dniach spowodowało natomiast lekką przecenę na rynku miedzi. Spadły też ceny niklu i był on wczoraj najtańszy od siedmiu tygodni. O jego wyprzedaży zdecydowała informacja o zakończeniu strajku w kopalni i hucie niklu w Kanadzie. Po południu na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono 2860 USD, wobec 2863 USD na poniedziałkowym zamknięciu.