Wtorkowy spadek kontraktów spowodował powstanie długiej czarnej świecy poprzedzonej luką bessy. Skala i dynamika zniżki przypomina tąpnięcie z końca stycznia, po którym kontrakty zdołały jednak wspiąć się ponad poprzedni szczyt. Można z tego wyciągnąć wniosek, że mamy teraz do czynienia z kolejną korektą, po której rynek będzie kontynuował trend wzrostowy.

Obecna sytuacja wygląda jednak znacznie gorzej. Przede wszystkim ostatnia fala wzrostowa była niemal o połowę krótsza od poprzedniej, co przy podobnej skali korekty świadczy o słabnięciu trendu wzrostowego. Identyczną wymowę ma to, że przez ostatnie dwa tygodnie indeks kontraktów oscylował wokół wrześniowego szczytu, nie mogąc przełamać go w bardziej zdecydowany sposób i umocnić się nad nim. Wrześniowy szczyt był ważną barierą, a jego przełamanie przynajmniej teoretycznie otwierało drogę na północ. To, że wyjście ponad ten opór ani razu nie spowodowało wybuchu entuzjazmu i przyspieszenia zwyżek, lecz za każdym razem kończyło się spadkiem, można uznać za negatywny sygnał.

O wygasaniu trendu wzrostowego świadczyły też negatywne dywergencje na oscylatorach, zahaczające jeszcze o szczyt z września. Spadki z ostatnich dni spowodowały powstanie przynajmniej dwóch silnych stref oporu. Pierwsza z nich składa się z górnej połowy wtorkowej czarnej świecy oraz poprzedzającej ją luki (1690-1718 pkt). Następną barierę wyznacza górna połowa czarnej świecy z ostatniego czwartku oraz szczyt z 12 lutego. Najbliższe wsparcie zostało wyznaczone przez dolną połowę długiego białego korpusu z 9 lutego. Wczoraj niewiele brakowało do jego przełamania, a zamknięcie w pobliżu dziennego minimum raczej nie zapowiada odbicia. Należy więc liczyć się ze spadkiem do poziomu dołka z 29 stycznia (1603 pkt).