Wczorajsza sesja to dokończenie tego, czego nie udało się osiągnąć w czwartek. Luka bessy wykreślona we wtorek na wykresie indeksu została zamknięta. Mocna zwyżka po zanegowaniu tego sygnału pozwala sądzić, że to jeszcze nie koniec wzrostu.
Sesja zaczęła się od mocnego otwarcia. 11 pkt nad czwartkowym zamknięciem to miła niespodzianka dla posiadaczy długich pozycji. Jak się później okazało, atrakcji przeznaczonych właśnie dla nich nie brakowało. Rynek kasowy nie starał się gonić szybko rosnących kontraktów, gdy te już naruszały opór, indeks się dopiero do niego zbliżał. Styl tego zbliżania pozostawiał wiele do życzenia. Nie było to poważne kupno całego rynku, lecz podbijanie cen co "cięższych" spółek. Sytuacja zmieniła się, gdy luka bessy została, po wielu wysiłkach, w końcu zamknięta. Wtedy do szarży przystąpili inni. Wyznaczenie poziomów maksymalnych wczorajszych notowań na zamknięciu sesji mówi samo za siebie. Nastroje zdecydowanie się poprawiły. Fakt, że udało się pokonać opory, pozwala z optymizmem spojrzeć na przyszły tydzień.
Po takiej akcji popytu, jak wczorajsza, nie będzie wielkim błędem oczekiwać na kontynuację. Nie popadajmy jednak w euforię. Dzięki tym kilku chwilom byczej chwały zbliżyliśmy się do niepokonanego od dłuższego czasu poziomu 1770 pkt. To poziom szczytu z września 2003 r. Tu zatrzymał się wzrost rozpoczęty wiosną ub. r. W lutym dwukrotnie próbowano go przebić. Bez skutku. Czy teraz się uda? Rynek sam nam odpowie. Nie ma sensu patrzeć teraz na opory, ale należy się skupić na wsparciach. Na razie najbliższym wsparciem jest szczyt z czwartku na 1710 pkt. Jego przebicie zepsułoby wczorajsze dobre samopoczucie byków. Póki to wsparcie się trzyma, można myśleć o wzroście cen.