Wśród kobiet trafiają się osobniczki obdarzone trzeźwym instynktem i zdrowym podejściem do interesów. Co prawda, te zdolności objawiają się zazwyczaj gdzieś tak ok. 55. roku życia - co jasno dowodzi, że rola kobiety jako takiej rzadko idzie w parze z rolą kobiety interesu - ale zdarza się też w wieku młodszym.
Oczywiście, zdrowo podchodząca do interesów kobieta doskonale rozumie, że nie ma żadnego interesu w tym, by kobiety brały się za interesy - bo te kobiety stanowią dla niej konkurencję. Każda businesswoman powinna - gdyby umiała trzeźwo myśleć - domagać się, by Sejm wprowadził ustawę zakazującą kobietom otwierać nowe interesy. Jednak kobiety, podobnie jak mężczyźni, przechodzą przez 12 lat przymusowej tresury w reżimowych szkołach takie pranie mózgów, że nawet zdrowo myślące przestają myśleć i klepią mantrę o "równouprawnieniu kobiet".
Gdy z nimi dyskutuję, przedstawiam taką sytuację:
Ma Pani stryja, który ma spółkę z Chińczykiem i Ormianinem. Spółka handluje węglikami spiekanymi. Stryj ma 1/5 akcji i ma z tego 50 000 miesięcznie, a tamci po 2/5.
Stryj jednak umiera - i akcje Stryja przypadają Pani - i Jej czterem ciotkom. Ciocie są poczciwe, dwie są dewotkami, trzecia wierzy w Michnika z Kielnią, a czwarta w Tejkowskiego i Światowida. Poza tym specjalnie nie przeszkadzają. Wszystkie Panie otrzymujecie ok. 10 000 na główkę miesięcznie - bez wnikania nawet, co ta spółka robi, choć czasem czytacie sprawozdania i np. dwie ciocie chciałyby, by te węgliki produkować w kolorze pomarańczowym... Wspólnicy wzruszają jednak ramionami tłumacząc, że to kosztowne i zbędne, a zyski mocno by spadły. Pani się w to nie miesza - bo ma Pani 4% akcji, a wszystkie Panie razem raptem 20%.