Po wydarzeniach z 4 lutego trwa gorąca dyskusja na temat bezpieczeństwa obrotu. Giełda zwęziła m.in. widełki - maksymalną zmianę kursu na sesji giełdowej, nie wywołującą równoważenia notowań - dla akcji notowanych w systemie ciągłym (z 15% do 10%). Wprowadziła też maksymalną wielkość zlecenia (do 500 szt.), obejmującego kontrakty indeksowe. Teraz zastanawia się, czy nie pójść o krok dalej. - Nasz projekt jest w konsultacji, czekamy na opinie brokerów. Jest zbyt wcześnie na komentarze - mówi Piotr Szeliga, wiceprezes GPW.
Propozycje dotyczą czterech kwestii: zmiany sposobu wyznaczania kursu odniesienia dla instrumentów z notowań ciągłych, ograniczenia wahań kursów firm z WIG20 do 5% w czasie sesji, wprowadzenia kolejnych maksymalnych wielkości zleceń oraz ograniczeń wahań kursów opcji, warrantów i praw poboru. Ma to zmniejszyć prawdopodobieństwo zawarcia błędnych transakcji i możliwości manipulacji.
- Część propozycji jest zbyt daleko idąca - komentuje projekt jeden z maklerów. - 5-procentowe widełki będą oznaczać częstsze równoważenie rynku, a to przeszkadza w realizacji zleceń - dodaje. Według wyliczeń PARKIETU, od początku 2003 r., gdyby obowiązywały nowe ograniczenia, giełda zawiesiłaby ponad 320 razy notowania blue chips (patrz tabela).
Nasz rozmówca krytykuje też propozycję ograniczeń na rynku opcji. - Zdarzają się sesje, że opcje rosną, na przykład, o ponad 300%. Duża zmienność dotyczy zwłaszcza opcji głęboko out-of-the-money. Jest to zjawisko normalne, spotykane również na rynkach zagranicznych - komentuje inny makler.
- Izba czeka na opinie członków - mówi Maria Dobrowolska, prezes Izby Domów Maklerskich i DM Polonia Net. - Moim zdaniem, ostatnie propozycje giełdy idą ciągle w tym samym kierunku. Problem podstawowy natomiast pozostaje nierozwiązany - podjęte kroki nie odpowiadają na pytanie, w jakich konkretnych przypadkach GPW powinna anulować transakcje czy sesję - dodaje prezes.