Według anonimowego informatora agencji Bloomberga, EBC przewiduje, że gospodarka strefy euro rozwinie się w tym roku o 1,5%, a w 2005 r. o 2,4%. W raporcie z grudnia bank przewidywał wzrost odpowiednio o 1,6% i 2,4%. Przypomnijmy, że w IV kw. ub.r. PKB zwiększył się o 0,6% w stosunku rocznym.
Zdaniem EBC, gospodarka regionu ze wspólną walutą może się rozwijać w tempie 2% do 2,5% bez groźby przyspieszenia inflacji. Dlatego o 0,1 pkt proc. bank obniżył jej prognozę na ten i następny rok. Średnie tempo wzrostu cen powinno w 2004 r. sięgnąć 1,7%, a w 2005 r. 1,5%. W kolejnym roku inflacja wyniesie 1,6%.
- Nasz główny scenariusz, który zakłada dalsze stopniowe odradzanie się gospodarki w latach 2004 i 2005, nadal obowiązuje - mówił w czwartek Jean-Claude Trichet, szef EBC. Jako "korzystne" ocenił wówczas przewidywania odnośnie inflacji. Wcześniej rada banku pod jego przewodnictwem dyskutowała nad raportem. Również na jego podstawie zdecydowała się pozostawić podstawową stopę procentową na poziomie 2%, choć politycy z Niemiec i Francji przekonywali do obniżki. EBC za cel przyjmuje utrzymanie inflacji poniżej 2%.
Bank publikuje prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego i inflacji tylko dwukrotnie w ciągu roku - w czerwcu i grudniu. Te raporty są tworzone przez pracowników EBC do spółki z przedstawicielami banków centralnych wszystkich krajów tworzących strefę euro. Oprócz tego dwa razy w roku departament gospodarczy EBC uaktualnia prognozy, jednak nie są one podawane do wiadomości publicznej.
W najnowszym raporcie bank podwyższył zakładany kurs wymiany wspólnej waluty w latach 2004-2005 do 1,26 USD za euro - w grudniu pisano o 1,17 USD za euro. Wczoraj we Frankfurcie płacono za wspólną walutę niespełna 1,24 USD. Drogie euro uderza przede wszystkim w przedsiębiorstwa nastawione na eksport, a trzeba pamiętać, że właśnie dzięki eksportowi europejska gospodarka mogła wyjść z recesji notowanej w pierwszej połowie ub.r.