Poniedziałkowa sesja rozbudziła nadzieję na trwalsze wybicie poza obszar wykreślonej na wykresie formacji klina zwyżkującego. Takie wybicie potwierdziłoby przewagę popytu oraz rozwiało wątpliwości co do szans kontynuacji panującego trendu. W takim kontekście wczorajsze notowania mogły zaskoczyć i rozczarować. Zatrzymanie wzrostu oraz powrót do obszaru formacji tylko wzmaga niepewność.
Wczorajsze notowania zaczęły się od lekkiego spadku. To już mogło wzbudzić podejrzenia, ale szybko wytłumaczono sobie, że jest to efekt fatalnej końcówki poniedziałkowych notowań w USA. Jeśli założyć, że w poniedziałek miało miejsce wybicie, to zaraz po tak niskim początku popyt powinien być aktywny. Jednak nie było go widać. Bykom udało się zyskać od poziomu otwarcia ledwie 4 pkt. Później było już tylko gorzej. Notowania powoli, aczkolwiek systematycznie się obniżały. Próba odbicia przeprowadzona tuż po południu przyniosła marny efekt. Minima sesji wyznaczone tuż przed zamknięciem zdają się potwierdzać, że z rynkiem jest coś nie tak.
Obawy są jak najbardziej zasadne, przy czym warto mieć w nich umiar. Sesja była kiepska, ale trzeba też zauważyć, że mimo to nie padły wczoraj żadne poważne sygnały sprzedaży. Poziom dołka na 1768 pkt nie był wczoraj nawet testowany. To właśnie zejście pod to wsparcie może uruchomić poważniejszą podaż. Ostatnie minuty sesji to lekki wzrost niesiony nadzieją, że dziś sytuacja się odwróci i tym razem górę weźmie popyt. Taki schemat jest aż zanadto czytelny. Pomaga mu wprawdzie zatrzymanie spadku na poziomie średniej kroczącej. Problem polega na tym, czy znajdą się jeszcze chętni, by kupować kontrakty nawet wtedy, gdy będą notowane nowe rekordy? Do tej pory przyniosło to marny skutek i narażało śmiałków na duże nerwy. Cierpliwość kiedyś się skończy.