Słynny Trylemmat Lema powiada: "Po pierwsze: nikt dziś nic nie czyta; po drugie: jeśli czyta - to nie rozumie; po trzecie: jeśli zrozumie - to natychmiast zapomina".
Jest to naturalna obrona mózgu przed nadmiarem informacji. Jednak niektórzy ludzie obdarzeni pamięcią fenomenalną (bo pamiętają nawet, co w telewizji mówiono trzy dni temu...) pamiętają, że przedstawiciele tzw. rządu zapewniali, że mamy wzrost gospodarczy, a w przyszłości będzie jeszcze większy wzrost gospodarczy. A po trzech dniach biadolenie, że jeśli nie przyjmiemy "planu Hausnera" - to czeka nas kompletna katastrofa, załamanie i coś tam jeszcze. Z trzeciej strony wiemy, że "plan Hausnera" to plasterek na ranę - a po cięciach i "uzgodnieniach" to ćwierć plasterka na ranę. Skąd ta rozbieżność?
Otóż "nasz" tzw. rząd postanowił zastosować technikę świetnie znaną wszystkim spekulantom giełdowym: jak się będzie mówić, że akcje spółki pójdą w górę - to pójdą w górę. Więc "rząd" zastosował tę samą technikę: "Departament Plotki" (w rzeczywistości nazywa się inaczej - MSWiA) dostał polecenie: "Mówić, że jest dobrze!". Dziennikarze - agenci ABW posłusznie rozkaz wykonywali, inni ogłupieni dziennikarze powtarzali - no, i miało być dobrze.
"Rząd" zapomniał tylko o jednym (o czym świetnie wiedzą gracze na giełdach): tego typu sztuczny boom po jakimś czasie powoduje odbicie w drugą stronę - po czym cena wraca do realnej.
Ponieważ jednak ludzie są już jakichś 40 lat coraz bardziej odporni na propagandę sukcesu - przeto trzeba było ludziom rzucić jakiś konkret. Tym konkretem okazał się wzrost eksportu. Rzeczywiście: eksport wzrósł o 10%. Hosanna!! Tyle tylko, że kurs euro wzrósł o 20%. Więc jeśli sprzedam za granicę polskich kartofli o 10% mniej, to eksport wzrośnie mi o ok. 10%.