Zapoczątkowany we wtorek marsz do góry był kontynuowany przy dodatniej, przeciętnie 20-pkt. bazie dla kontraktów czerwcowych na WIG20. Już od wtorku rynek uwierzył w dołek. Piątkowa sesja zaczęła się sporym optymizmem - futures otworzyły się z luką na poziomie 1780 pkt. W czasie gdy indeks ślamazarnie wspinał się do góry, by po dwóch godzinach osiągnąć 12-punktowy wzrost od poprzedniego zamknięcia, kontrakty oscylowały w przedziale 1775-1782 pkt. Ok. 14.00 z powodu napływających na rynek wieści z obozu partii rządzącej zaniepokojeni inwestorzy zaczęli wyprzedawać akcje. Wtedy też "wystraszone" kontrakty wyzerowały bazę.
Wyprzedaż, ze względu na wolumen - nie była na dużą skalę. Reakcja kontraktów była nieco na wyrost. Seria czerwcowa wygasa dopiero za 3 miesiące, więc normalnym zjawiskiem jest 15-20- -pkt baza. Tymczasem futures "oczekiwały" na dalszą przeceną.
Z szerszej perspektywy widać, że indeks zatrzymał się na razie w okolicy 1760 pkt. Niektórzy technicy widzą już oczami wyobraźni mogącą wyrysować się głowę z ramionami, której ewentualny zasięg spadku prowadzi na 1600 pkt. Podstawowym ich błędem jest bazowanie na własnej wyobraźni. Widzą rynek przez okulary zaciemnione emocjami lub spekulacjami, a nie dostrzegają rzeczywistego obrazu. Prawdziwy obraz (w moim mniemaniu - staram się o obiektywizm) jest w tej chwili trochę nijaki. Indeks ma wsparcie na 1650 pkt. Niewiele wskazuje na to, by przecena miała być kontynuowana poniżej 1700 pkt. No, chyba że znów gruchnie jakaś bardzo negatywna informacja. Jej kaliber musiałby być jednak znaczny. Tymczasem nie jest wykluczone, że rynek pójdzie wkrótce na szczyty - nie znamy dnia ani godziny.