W obecnej sytuacji trudno o inne stwierdzenia, niż po prostu te, że trend wzrostowy jest kontynuowany. Obecny etap hossy bardzo przypomina trend wzrostowy z grudnia ub.r., kiedy korekty były co najwyżej kilkudniowe. Oczywiście, widmo głębszej przeceny ciągle krąży nad rynkiem, ale trudno stwierdzić, by akurat teraz ryzyko to było większe niż np. przed tygodniem. Widać to na wykresie oscylatora stochastycznego, który od paru sesji nie może oderwać się od poziomu wyznaczającego strefę wykupienia. Mimo że wcześniej osiągnął ponad 90 pkt (co często kończy się silną korektą), kurs kontraktów nie chce spadać. Siła rynku przestrzega przed grą na zniżkę.
Na wykresie futures coraz wyraźniej rysuje się klin złożony z linii trendu wzrostowego, zapoczątkowanego w listopadzie ub.r. oraz prostej biegnącej po kolejnych szczytach tegorocznej hossy. Obecnie kurs znajduje się w połowie klina i w perspektywie kilku sesji może nie mieć znaczenia. Jednak w średnim terminie formacja ta może zadecydować o momencie korekty spadkowej. Górna linia klina przebiega w okolicy 1900 pkt. Nie bez znaczenia dla tej formacji jest zachowanie MACD. Wskaźnik ten zbliża się do swoich ostatnich szczytów z lutego i marca. Ich pokonanie będzie równoznaczne z przezwyciężeniem negatywnych dywergencji. Taki scenariusz będzie sprzyjał bykom.
Pytanie, jaka powinna obecnie być szerokość linii obrony (stop-loss). Doświadczenia z trwającego trendu sugerują, że stop powinien być dość blisko kursu - np. w oparciu o wskaźnik ATR z 14 sesji, który aktualnie ma nieco powyżej 30 pkt. Jak pokazują korekty z lutego i marca, szerszy stop o szerokości dwukrotności ATR nie był najlepszym rozwiązaniem - "wyrzucał" z rynku tuż przy lokalnych dołkach.