Bieżący tydzień zaczęliśmy bardzo spokojnie. Na wczorajszej sesji jedynie pierwsza godzina notowań mogła być uznana za ciekawą. To właśnie wtedy ceny kontraktów skoczyły w górę o ponad 20 pkt i wyznaczyły maksimum sesji na 1883 pkt. Reszta czasu przeznaczonego na notowania to już powolne osuwanie się cen. Można by się było zaniepokoić takim przebiegiem notowań, gdyby nie niska aktywność. W ciągu całego dnia na spółkach wchodzących w skład indeksu WIG20 obrócono ogółem nieco ponad 170 mln złotych. Tak niski obrót wyraźnie wskazuje, że wczorajsze zmiany cen nie są zbyt wiarygodne, a już na pewno nie wynikają z jakichś poważnych ruchów kapitału.
W efekcie mamy nijaką sesję wpisującą się w mało zajmujący obraz trwającej od kilku dni konsolidacji. Na razie nie można inaczej traktować tej konsolidacji, jak korekty poprzedzających ją zwyżek. Wprawdzie odbicie się wykresu cen od poziomu oporu w okolicy górnego ograniczenia formacji klina może kusić do łapania górki, ale należy sobie przypomnieć, że z takimi sytuacjami mieliśmy już do czynienia i później okazywało się, że nie były to jeszcze TE szczyty. Nie jest wykluczone, że będzie tak i tym razem. Zatem, nie pozostaje nic innego jak spokojnie poczekać na wiarygodne sygnały sprzedaży.
Za pierwsze takie sygnały można uznać zamknięcie luki hossy z połowy kwietnia oraz zejście pod poziom średniej kroczącej. To jednak dotyczy graczy o krótkim horyzoncie inwestycyjnym. Dla tych, którzy operują w średnim terminie sygnałem sprzedaży będzie opuszczenie dołem formacji klina. Definitywnym potwierdzeniem będzie wykonanie ruchu powrotnego. Dopóki takie sygnały nie padną, nie ma sensu się szarpać z rynkiem. Zachowajmy zimną krew i spokojnie obserwujmy notowania. Rynek sam wskaże moment do wejścia do gry.