Przebieg wczorajszej sesji zapewne negatywnie zaskoczył większość inwestorów. Po udanych notowaniach w USA (zwłaszcza na Nasdaq) można było oczekiwać większej demonstracji siły strony popytowej. Rzeczywistość po raz kolejny okazała się inna i dzienne maksimum indeksu WIG20 ukształtowało się na początku notowań. Pozostała część sesji upłynęła pod znakiem powolnego, ale konsekwentnego osuwania się kursu pomimo wyraźnych wzrostów indeksów giełd zachodnioeuropejskich. Ostatecznie po nudnej sesji indeks WIG20 zakończył dzień niewielką zwyżką.

Obraz techniczny indeksu nadal pozostaje bardzo niejednoznaczny. Wprawdzie w długim terminie mamy do czynienia z trendem wzrostowym, niemniej jednak coraz trudniej jest wyznaczyć wiarygodną linię trendu. Po naruszeniu linii średnioterminowej i ukształtowaniu lokalnego dołka 22 marca wykres indeksu znajduje się w przyśpieszonym trendzie wzrostowym. Linia tego trendu przebiega w okolicy 1835 pkt. Trudno jednak uważać ten poziom za silne wsparcie. Większe znaczenie przywiązywałbym do wysokości około 1820 pkt, gdzie znajduje się wspomniana linia trendu średnioterminowego oraz średnia krocząca z 15 sesji. Analizując zachowanie indeksu w trakcie ostatnich sesji, wydaje się, że test tej bariery jest jedynie kwestią czasu. Za takim scenariuszem przemawia także większość wskaźników technicznych. MACD wykreślił lokalny szczyt i przygotowuje się do testu swej linii sygnalnej. RSI, po przetestowaniu strefy wykupienia, wygenerował sygnał sprzedaży. Bardzo niepokojąco wyglądają także wyraźne negatywne dywergencje na tym wskaźniku. Krótkoterminowe sygnały sprzedaży powstały również na szybkich wskaźnikach.

Jeżeli trend wzrostowy ma być kontynuowany, to ewentualna korekta powinna mieć łagodny, płaski przebieg. Inwestorzy, poza zamieszaniem na scenie politycznej, nie mają aktualnie zbyt wielu powodów do pozbywania się walorów. Najbliższy okres powinien więc upłynąć pod znakiem oczekiwania na wyniki za I kwartał. Po nich mogą nastąpić przetasowania w portfelach.