Wczorajsza sesja miała być spokojna z racji rozpoczętego szczytu gospodarczego. Okazało się jednak, że nie wszyscy uważają, by był to dobry powód do zaniechania handlu. Wczoraj mieliśmy całkiem przyzwoitą aktywność. Zwłaszcza w końcowej części sesji. Właśnie ta końcówka wiele mówi o rynku.
Na początku sesji inwestorzy na rynku kasowym zdawali się mieć w głowie jeszcze świeży obraz wtorkowej "mocnej inaczej" końcówki. Wzrost na koniec sesji wtorkowej obudził nadzieję u części uczestników rynku. Wczoraj postanowili kontynuować wzrost. Jednak na rynku terminowym nie było takiego optymizmu. Pierwsza godzina upłynęła na lekkim spadku cen. Po starcie notowań akcji rynek się podniósł, ale nie było w tym nic przekonującego. Kontrakty zaliczyły "maksa" na 1816 pkt i zaczęły się osuwać za indeksem.
W południe ponownie próbowano podnieść rynek. Tym razem nie był to szybki ruch, lecz podbieranie papierów i to całkiem sporymi zleceniami kupna. Jednak i tym razem nie zakończyło się poważniejszym wybiciem. W końcowej części sesji do głosu powróciła podaż. Tu na uwagę zasługuje mocny atak na papierach KGH. W efekcie kończymy sesję w kiepskich nastrojach. To zdaje się potwierdzać tezę, że wtorkowa akcja popytu miała jedynie za zadanie podnieść rynek do poziomu umożliwiającego skuteczną dystrybucję. To był taki popyt alternatywny.
Przebieg wczorajszej końcówki, a zwłaszcza połączenie kierunku i aktywności na rynku sygnalizuje, że to jeszcze nie koniec przewagi podaży. Ostatnio popyt starał się wybronić, ale nic poza zatrzymaniem spadku z tego nie wynikło. Praktycznie trudno tu nawet mówić o odbiciu z prawdziwego zdarzenia. Wzrost LOP w czasie spadku także wiele mówi. Na razie dominują gracze, którzy liczą na dalszy spadek cen.