W obliczu kolejnych spadków stoimy przed dylematem - czy korekta pozostaje jeszcze "pod kontrolą" czy już zaczęła przeradzać się w jakiś głębszy ruch. Rychły koniec spadków sugeruje analogia z poprzednimi miesiącami. Ostatnie trzy korekty miały podobny zasięg (ok. sto punktów) i trwały po parę tygodni. Koniec spadków sygnalizował każdorazowo oscylator stochastyczny, wychodząc lub odbijając się od strefy wyprzedania. Pytanie tylko czy ten dotychczasowy schemat powtórzy się i tym razem.
Warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, poprzednie korekty spadkowe w tym roku zawsze kończyły się, gdy MACD docierał blisko poziomu równowagi. Za każdym razem zniżka powstrzymywana była zanim doszło do wygenerowania silnego sygnału sprzedaży. Zatem MACD zbliżający się obecnie do linii centralnej sugeruje, że zniżka dobiega końca. Po drugie, żadna z tych korekt nie doprowadziła do spadku poniżej najniższej ceny z ostatnich 20 sesji (tzn. dolnej linii kanału cenowego). Z tym jest już trochę gorzej. Wczoraj kurs kontraktów naruszył tę linię.
Te dylematy sprawiają, że otwieranie długich pozycji jest na razie obarczone nadmiernym ryzykiem. Być może lepiej poczekać, aż MACD odbije się od poziomu równowagi. W przeciwnym przypadku otrzymamy bowiem sygnał sprzedaży, który ze sporym prawdopodobieństwem będzie zapowiadał spadek kontraktów co najmniej do poziomu dołka z 19 marca - 1704 pkt. Jest on kluczowy dla całego trendu wzrostowego trwającego od połowy listopada ub.r.
Czas działa na niekorzyść tendencji wzrostowej. Kurs nie jest w stanie się utrzymać na rysowanych coraz niżej liniach trendu. Na razie odwrócenie średnioterminowego trendu na spadkowy jest jednak dość odległą perspektywą. Scenariusz powrotu do zwyżki wciąż pozostaje realny.