Próchnik to jedna z najciekawszych giełdowych spółek. Ze względu na rewelacyjną, jak na nasze warunki, płynność akcji, oryginalny układ właścicielski (brak dużych udziałowców) i - dającą inwestorom tyle okazji do spekulacji - wieloletnią walkę o przetrwanie. Jest chyba liderem na rynku pod względem liczby podjętych uchwał w sprawie dalszego istnienia.
Próchnik od dawna balansuje na krawędzi - to rzecz znana. Mimo to (a może dlatego) niemal każda wypływająca z niego informacja odbija się mocno na notowaniach. Przykładów na to w ostatnich kilku - kilkunastu miesiącach nie brakowało. W takiej sytuacji waga słowa rośnie. Zwłaszcza kiedy to słowo pada z ust osób kierujących przedsiębiorstwem.
W styczniu 2003 r., kiedy akcje spółki były już modne, w specjalnym jej komunikacie mogliśmy przeczytać: "Mamy nadzieję, że zainteresowanie akcjonariuszy zostanie wynagrodzone w postaci szybkiego zwrotu z inwestycji i pomnożeniem kapitału". I tak się stało. Raport zadziałał jak samospełniająca się przepowiednia. Zwłaszcza że firma informowała jednocześnsie m.in. o "zaawansowanych rozmowach ze znanym producentem odzieży ze Stanów Zjednoczonych" i rozmaitych biznesowych planach. Ówczesna prezes w wypowiedziach dla prasy zapowiadała wyjście na plus - po wielu latach strat. W tej atmosferze notowania pędziły na północ, a główny właściciel - NFI Piast - pozbywał się akcji. Rozmaite zapowiedzi zarządu "pomogły" notowaniom jeszcze nie raz.
Na początku tego roku przedstawiciele Próchnika mówili już o mniej ambitnych planach: ograniczeniu strat. Ale jeszcze w styczniu w rozmowie o - znanych przecież od dawna - kłopotach z płynnością, prezes informowała, że bieżące zobowiązania są regulowane, zaległe spłacane, a układ wypełniany.
Zaraz potem prezes odeszła. Zmienił się też skład rady nadzorczej, a firmą kieruje jeden z jej członków. Ostrzegł niedawno, że spółka jest w dość przerażającym stanie. Później w specjalnym komunikacie poinformował, że Próchnik nadal odnotowuje straty i ma trudności z płatnością bieżących zobowiązań oraz realizacją układu z wierzycielami. I jeszcze ma ZUS na głowie.