Za nami kolejny fatalny czwartek. Wyraźna zniżka indeksu WIG20 i postępujący za nią spadek ceny kontraktów sprawiły, że trwająca korekta zabrała już prawie 10% od ostatniego rocznego maksimum. Poprzednia, z połowy marca, miała podobną skalę, a po jej zakończeniu ceny wzrosły o ponad 13%.

Zasadne jest więc pytanie czy podobnie może być i tym razem. Wydaje się, że tak, w konsekwencji czego na wykresie mogłaby powstać formacja głowy z ramionami, kończąca kilkumiesięczne wzrosty. Tezę tą potwierdza fakt, że przy formowaniu szczytu formacji (połowa kwietnia) obroty były istotnie niższe niż przy formowaniu lewego ramienia. Teraz wolumen powinien się jeszcze obniżyć. Linia szyi może biec poziomo na wysokości 1670 pkt. (dołek z 19 marca) lub nieco wznosić się (o ile spadki powstrzymane zostaną na pierwszym zniesieniu Fibonacciego - 1700 pkt. - dla hossy zapoczątkowanej w lutym 2003 roku). Oczywiście to jeden z możliwych wariantów kończących długoterminowe wzrosty. Jeśli jednak kontrakty bez trudu "przelecą" przez poziom 1700 pkt., to wówczas nie ma co liczyć na RGR na wykresie.

Obserwując oscylatory w układzie dziennym nie trudno zauważyć, że większość z nich przełamała poziomy równowagi i potwierdziła sygnały sprzedaży z wykresu kontraktów. Z oceną tego faktu (tym samym załamaniem trendu długookresowego) czekałbym jednak do wyłamania tygodniowego MACD z kanału trendowego, w którym porusza się od połowy 2001 roku.

Warto jednak pamiętać, że pogorszenie nastrojów na rynkach światowych i nadal wysoka niepewność polityczna naszego krajowego podwórka sprawiają, że coraz trudniej znaleźć chętnych na podtrzymywanie trendu rosnącego i wysokich cen akcji.