Przebieg wczorajszych notowań wydaje się łatwy do odczytania. Mocny spadek w pierwszej części sesji i marne odbicie w drugiej. Mamy za sobą trzeci z rzędu bardzo słaby czwartek.
Patrząc na wykres cen z ostatnich dni taki przebieg notowań nie powinien nikogo dziwić. W końcu padły już jakiś czas temu poważne sygnały sprzedaży, które dawały podstawę do oczekiwania na zniżkę cen. Ta zniżka w tej chwili się realizuje i na razie nie widać poważniejszych sygnałów, które wskazywałyby, że ma się zakończyć. Nie widać, a mimo to nadal na rynku jest spora grupa inwestorów liczących, że spadek już się kończy. Stąd co jakiś czas mamy chwilę, gdy na rynku ponownie zaczyna przeważać popyt. Tak było też i wczoraj. Co ciekawe wczorajszy popyt miał już poważne rozmiary. Wcześniejsze odbicia miały miejsce głównie dlatego, gdyż kupowano papiery koszami, by podnieść sztucznie wartość indeksu. Angażowany w takie akcje kapitał nie był duży, co widać było choćby po wartości obrotu, który gwałtownie malał w czasie wzrostu cen.
Wczorajsze zakupy, mimo że ponownie nie przyniosły spodziewanego efektu, były o tyle ciekawe, że opiewały już na znaczne kwoty. Czy są to może początki jakiegoś większego odbicia? Może, ale po co się tym przejmować? Po pierwsze, odbicie jest zawsze odbiciem i po jakimś czasie kursy powracają do trendu. Po drugie, o tym czy odbicie faktycznie będzie miało miejsce, powiadomi nas sam rynek poprzez sygnały kupna. Na razie takich nie widać, a spadek z pierwszej części sesji jeszcze nas od nich oddalił. Spójrzmy choćby na obecną pozycję średniej. Obecna odległość ceny od tej średniej dobrze pokazuje, że przewaga podaży jest znaczna i sporo musi się jeszcze wydarzyć, by kupno kontraktu miało większą szansę na sukces niż porażkę.