Sąd rozpoczął przesłuchania w sprawie Jukosu w ubiegły piątek. Chodzi o domniemane zaległości podatkowe firmy za 2000 r. Według rosyjskiego fiskusa, spółka zalega mu aż 99,7 mld rubli, czyli ok. 3,4 mld USD. Na dodatek minister finansów Aleksiej Kudrin zapowiedział niedawno, że to dopiero początek roszczeń wobec Jukosu. Akcje spółki tanieją, z przerwami, już od połowy ub.r., kiedy to pod zarzutem malwersacji podatkowych za kratki trafili - właściciel Jukosu Michaił Chodorkowski i jego współpracownik Płaton Lebiediew. Kilka tygodni temu władze nadzorujące dochodzenie w sprawie Jukosu zakazały spółce sprzedawać aktywa. To wszystko spowodowało, że na rynku zaczęto mówić o możliwym bankructwie tego czołowego koncernu naftowego w Rosji.

Przesłuchania w sądzie mają zostać wznowione dzisiaj. Tymczasem wczoraj, niespodziewanie, kurs spółki bardzo mocno poszedł w górę. - Pojawiły się spekulacje, że proces zostanie ponownie odłożony, ponieważ rosną szanse na porozumienie stron - powiedział agencji Bloomberga Konstantin Łapoczkin z moskiewskiego funduszu Zumos Ltd. - To bardzo prawdopodobne, ponieważ inwestorzy masowo rzucili się na akcję. Zasłyszana gdzieś zapewne nieoficjalna wiadomość ma więc na pewno dużą dozę prawdopodobieństwa - dodał. - Porozumieć z rządem mogliby się np. najwięksi akcjonariusze Jukosu - powiedział z kolei Władimir Cziwadze z Nikoil Financial Markets.

Przedstawiciele władz skarbowych nie chcieli wczoraj komentować informacji o możliwym porozumieniu. Podobnie zachowało się biuro prasowe Jukosa, które ograniczyło się tylko do stwierdzenia, że "firma pracuje normalnie, tak jak codziennie".

Bloomberg