Tempo wzrostu podane przez japoński rząd okazało się o wiele większe niż 3,8% prognozowane przez ekonomistów. W porównaniu z poprzednim kwartałem gospodarka rozwinęła się o 1,4%. Opublikowanie tych informacji pozwoliło zahamować trwającą od dwóch tygodni wyprzedaż akcji na giełdzie w Tokio. Umocnił się także kurs jena.
Wiele japońskich firm zwiększa zatrudnienie, w wyniku czego stopa bezrobocia spadła w marcu do 4,7%, poziomu najniższego od trzech lat. Zwiększyło to wydatki konsumpcyjne, a generują one połowę produktu krajowego brutto drugiej pod względem wielkości światowej gospodarki. Dzięki temu zmniejszyło się uzależnienie tempa wzrostu od eksportu i osłabła utrzymująca się od sześciu lat presja deflacyjna.
Wydatki konsumpcyjne stanowiły ponad jedną trzecią wzrostu gospodarczego w I kwartale, nakłady inwestycyjne spółek przyczyniły się do niego w ponad jednej czwartej, a udział eksportu wyniósł jedną piątą. - Dotychczas wzrost PKB był określany przez działania spółek, takie jak nakłady inwestycyjne. Wynikały one jednak z redukcji kosztów i nie powodowały zwiększania konsumpcji. Wygląda na to, że te proporcje zmieniają się - powiedział Masayuki Hirata, dyrektor finansowy NTT DoCoMo. Jeszcze w IV kwartale ub.r. wydatki spółek i eksport stanowiły ponad połowę wzrostu PKB.
W pierwszych trzech miesiącach br. wydatki konsumpcyjne wzrosły w Japonii o 1%, eksport o 3,9%, a nakłady inwestycyjne spółek o 2,4%. Przedsiębiorstwa produkcyjne w celu zaspokojenia rosnącego popytu, zamierzają dalej zwiększać zatrudnienie. Na przykład Toyota, która w I kw. miała rekordowy zysk, zapowiada zatrudnienie ponad tysiąca pracowników w japońskich fabrykach samochodów.
Pojawiają się jednak zewnętrzne zagrożenia dla dalszego, tak dynamicznego wzrostu gospodarczego. Pierwsze z nich to bardzo droga ropa naftowa, na co w minionym tygodniu zwrócił uwagę Haruhiko Kuroda, doradca japońskiego premiera. Drugie to zapowiadane chłodzenie koniunktury w Chinach, które są drugim największym rynkiem japońskiego eksportu. Rząd w Pekinie stara się spowolnić tempo wzrostu do 7% w tym roku z 9,1% w ubiegłym, by zahamować inflację i zapobiec brakom surowców i energii.