W piątek rano minął termin zgłaszania kandydatów na premiera w drugim, tzw. sejmowym, podejściu. - Sprawa jest zamknięta, przechodzimy do wariantu prezydenckiego jako ostatniego etapu, w którym może zostać wyłoniony rząd - powiedział Józef Oleksy, marszałek Sejmu. Teraz prezydent ma 14 dni na powołanie premiera, a Sejm w ciągu kolejnych dwóch tygodni będzie głosował nad wotum zaufania dla nowego gabinetu.
Ciągle jednak nie wiadomo, czy prezydent zamierza czekać całe przysługujące mu dwa tygodnie i powoła premiera w ostatniej chwili, czy też zrobi to wcześniej. - Podczas spotkania z SLD prezydent zwierzył się nam z dylematu, że nie wie, kiedy powinno się odbyć finalne głosowanie - powiedział Bronisław Cieślak, rzecznik prasowy klubu SLD.
Także J. Oleksy uważa, że nic jeszcze nie zostało definitywnie przesądzone.
- Na pewno prezydent zgłosi kandydata i go zaprzysięży przed wyborami do PE - uważa marszałek Sejmu. - Głosowanie natomiast pewnie będzie po wyborach, ale nie można mieć pewności - dodał. Wybory do PE odbędą się 13 czerwca. Ich wynik w ocenie B. Cieślaka może mieć wpływ na poparcie dla rządu M. Belki. - Jeśli okażą się olbrzymią klęską SLD, wtedy mogą odbić się na poparciu dla nowego rządu - powiedział rzecznik Sojuszu. Niebagatelne znaczenie może mieć też wynik, jaki uzyska Samoobrona. - Jeśli odniesie spektakularny sukces, to wielu posłom zarówno prawicy, jak i lewicy może to dać do myślenia - powiedział pragnący zachować anonimowość poseł SdPl. - Wtedy mogą zadecydować, że warto odwlec wybory, aby nie dopuścić Leppera do władzy - dodał.
W trzecim etapie do uzyskania wotum zaufania dla rządu wystarczy zwykła większość głosów (tzn. liczba głosów "za" musi być większa niż głosów "przeciw", liczba głosów wstrzymujących się przestaje się liczyć). Jeśli jednak nie uda się wybrać rządu, prezydent skraca kadencję parlamentu i ogłasza przyspieszone wybory, które mogłyby się odbyć już w sierpniu.