- Nie przewidywałbym żadnej ugody - stwierdził Spitzer we wtorek w wywiadzie. - Składałem wiele propozycji, by sprawdzić, czy jest szansa na jakieś negocjacje - dodał. Spitzer zarzuca Grasso manipulowanie decyzjami komitetu ustalającego płace na giełdzie. W zeszłym tygodniu w sądzie wylądował pozew w tej sprawie. Spitzer zamierza odzyskać przynajmniej 100 mln USD ze 139 mln USD wynagrodzenia pobranego przez byłego prezesa giełdy w zeszłym roku. Prokuratura zajęła się sprawą skandalicznie wysokiej pensji, bowiem giełda nowojorska jest instytucją non-profit. Stanowe prawo mówi zaś, że wynagrodzenia w tego typu instytucjach muszą być adekwatne do pełnionych obowiązków.

W odpowiedzi na pozew Spitzera, Grasso na łamach dziennika "Wall Street Journal" obiecał pozwać obecnego prezesa giełdy Johna Reeda o dodatkowe 48 mln USD wynagrodzenia, z których sam wcześniej zrezygnował.

Zdaniem niektórych komentatorów, a także samego Grasso, oskarżenia Spitzera mają charakter polityczny i są związane z jego gubernatorskimi ambicjami. Dlatego np. w pozwie nie padło nazwisko demokraty Carla McCalla, który szefował komitetowi przyznającemu wynagrodzenia na NYSE w sierpniu zeszłego roku, gdy ustalano, że Grasso będzie przysługiwać ponad 200 mln USD w pensji i premiach. Znalazło się w nim zaś nazwisko Kennetha Langona, jednego z poprzednich przewodniczących komitetu. Poparcie McCalla może się okazać cenne dla Spitzera w przypadku kandydowania na urząd gubernatora.

Bloomberg